-Witajcie- pociągając nosem rzekł dorożkarz i wsunął głowę głębiej jeszcze w obszerny kołnierz płaszcza.
-Witajcie, powiem i ja. Jako że dorożkarz i jego katar wszechobecnym stali się w Krakowie, tak i ja pociągając nosem szukałem i szukałem. Znalazłem to i owo, więc znów mogę pisać i oceniać lokalne podwórko. Za braki wczorajsze, a po prawdzie pisząc dwu-tygodniowe- przepraszam z głębi mojej czarnej stalówki i zacinającego się shifta (to naprawdę irytuje gdy trzeba wciąż i wciąż używać caps-locka, bo nie chce się człowiekowi naprawić tego irytującego ustrojstwa).
Jako że, Nowa Huta, dzielnicą SMKP Krakowa jest (choć wbrew założeniom pierwotnym) i jako że wspomniana domena, otrzymała zaszczytne wyróżnienie od Financial Times, trzeba by zgłębić temat. Dlatego i z innych mnie znanych powodów, dziś reportaż o Nowej Hucie, niegdyś przygotowany z okazji rocznicy powstania przez tu siedzącego za tą klawiaturą z TYM SHIFTEM Niezależnego. Życzę miłej lektury, a potem, zapraszam do przesłuchania materiału zapowiadającego recenzję, która już niebawem. A ja wracam do jazzu- tego jesiennego i lepkiego, niesionego wiatrem i dymem, mgłą i słotą- Jazzu szlachetnego.
Najpierw, nim dane mi będzie stworzyć horror, jakiego dawno już świat nie doświadczył, poruszę temat zapowiadany od dawna, i tak wymęczony że szkoda dłużej się nad nim rozwodzić.
Wczoraj nad Krakowem przeleciał pierwszy od set lat smok. Przeleciał i zniknął, i chyba tylko ja go zobaczyłem, ponieważ nie wywołał szczególnego poruszenia tak wśród mieszkanców grodu. Dlatego informuje was- niezależnie- smok przeleciał nad Krakowem, z kierunku południowego na północny, około godziny 13:63. Pewności nie mam ale chyba kierował się na Warszawę. Może randka z syrenką?
Ale to nie smoki i nie syrenki zajmują serca i myśli mieszkańców Krakowa- w głowach głównie im maczety. To nie tak, że odkryli ich potencjał dopiero teraz, wszak w przeszłości, broń białą królowała na tych terenach. Potem w okolicach bliższych nam czasów, zakurzone noże wyciągnął z szuflady Pan Maleńczuk i włożył je w dłonie "chłopców", wszak "chłopcy w naszym mieście, mają charaktery ciężkie, noszą noże i kastety, chętnie biją kobiety". I tak już zostało. Maczety, katany jak i pewnie dużo szersza gama białej broni, zagościła na nocnych ulicach Krakowa. Zamiłowanie do niej powoduje zapewne zabawy z bronią, po któych co i rusz któryś z miłośników tegoż oręża ląduje w szpitalu z ciężkim przypadkiem amnezji dotyczącej ew. przyjaciół z któymi tą broń umiłował. Nawet media ukochały maczety, bo możemy dowiedzieć się z nich o tym, że np. ochroniarz w Krakowskim klubie odciął dłoń klienta, znaleziono pociętego maczetami chłopaka, zatrzymano samochód z młodymi ludźmi uzbrojonymi w maczety, itd. itd...
Starałem się rozwikłać fenomen tej broni, i doszedłem do prostych wniosków.
Po pierwsze, Kraków to miasto honoru- co jak co ale broń biała jest najbardziej honorową z nam znanych, dlatego jej populaność wśród mieszkańców, jest nie mała.
Po drugie, w Krakowie mieszka strasznie dużo ludzi, co za tym idzie wykorzystanie broni palnej na zatłoczonej ulicy, wiązało by się z nieuchronną porażką- w zwarciu skuteczniejszy jest miecz samurajski czy maczeta.
Po trzeciem, Kraków to miasto rycerzy- broń rycerska to broń biała.
Po czwarte- nie powiecie mi że koleś z mieczem u pasa nie wygląda kozacko!
Wnioski mówią same za siebie- nadchodzi nowa moda, na pogrążobnych w śnie ulicach miasta- moda na miecz i drogę samuraja. Tylko czekać, aż w okolicznych kioskach pojawią się tytuły takie jak "Shogun- ostatni władca Kazimierza" czy "Twoja osełka, twój przyjaciel". Za ciosem pójdzie Galeria, w której pojawi się sklep "Twój Kowal" a na błoniach otworzy się szkoła "KendoKrak"... Świetlana to przyszłość.
A już wieczorem do posta dopłynie zestwanie niedizelnej muzyki, także dziś aktualizacja muzyki jamendo,dlaego zapraszam ponowenie wieczorem!
Jako że zmienił się adres, pod którym rezyduje Niezależny Recenzent Miejski, część z was pogubiła się i nie mogła odnaleźć miejsca, w którym recenzje przeplatają się z surrealistycznym planem urbanistycznym Krakowa. Staram się właśnie aby i poprzedni adres bloga był dostępny, tak więc proszę o nieco cierpliwości a już niedługo będziecie mogli wybrać czy użyć www.miastokrakow.blogspot.com czy może www.niezaleznyrecenzentmiejski.blogspot.com, by odszukać newsy o tym co w Krakowie piszczy, i dlaczego tak głośno.
Niestety nie udało się wczoraj dotrzeć w progi Sukiennic, mam nadzieję, że któryś z weekendów, przyniesie jednak sukces w tym działaniu.
Czytając dziś jeden z serwisów dotyczących Krakowa, natknąłem się na temat związany z opieszałością i ogólnym olewnictwem serwowanym w wykonaniu PKP.
www.pkp.pl
Temat dotyczył jednej z dzielnic miasta, i zaniedbanego dworca, którego remontu i sprzątania musiał podjąć się prywatny inwestor, bo PKP się nie chciało. Sprawa organizacji o której mowa, oraz jej miejsca w mieście, nakłoniła mnie do napisania właśnie tego wpisu. Obserwując to w jakim pięknym stylu rozwija się Kraków- czy to poprzez remonty starych kamienic, rozbudowę sieci komunikacyjnej, rewaloryzację parków, czy budowę nowych obiektów użyteczności publicznej, drzazgą w oku staje wizerunek pasa ciągnącego się w centrum miasta, a należącego do PKP. Nie chodzi już nawet o to, że ich majątek rozpada się w palcach, nieużywane odcinki szyn rdzewieją a budynki co i rusz zawalają się. Nie boli zarośnięty krzakami odcinek torowiska przerzucony nad ul. Prądnicką, czy opłakany stan wiaduktu na ulicą Kamienna (swoją drogą podobny, udało się wyremontować na ulicy Lubicz). Boli całokształt wyglądu firmy która niejako jest wizytówką Krakowa jak i Polski ze względu na funkcję jaką pełni.
www.nasiklasowicze.blox.pl
Jak widać nie da się odsprzedać czy przekazać w formie darowizny terenów, które nie są już użytkowane. Nie można też pozbyć się w formie przetargu obiektów, czy wynająć peronów osobom prywatnym, które mogłyby korzystać z nich jak z ogromnych bannerów reklamowych- nie można bo nie, a w ogóle to nikt nie jeździ już koleją i nie mamy pieniędzy, a pociąg i tak się spóźni. Dlatego z wytęsknieniem oczekuję, aż na rynek polski wejdą koleje zagraniczne, które mam nadzieję nie tylko nie będą się spóźniać, ale i zadbają o to by komfort towarzyszył nam od momentu kiedy wchodzimy na peron, do momentu kiedy opuszczamy go w zupełnie innym miejscu kraju.
A póki co lecimy z naszym fantastycznym PKP.
www.designtracker.blox.pl
Koniec Architektury pt. 2.
Tematarchitektury trzeba poruszyć po raz kolejny. Tym razem skupię się na budynkach i przedsięwzięciach, które powstały i zaczęły funkcjonować w przestrzeni miejskiej stosunkowo niedawno. Wybrałem kilka swoich propozycji i dodałem te o których pisaliście.
Pierwszy typ to- Galeria Krakowska- choć budziła i nadal budzi kontrowersję, uważam że Kraków nie może się już bez niej obyć.
Nie tylko łączy ona w sobie elementy centrum komunikacyjnego ale oferuje bogatą ofertę sklepów i usług zlokalizowaną w jednym miejscu.
www.krakowlife.com
Na stałe wpisała się już w przestrzeń i od niej rozpoczął się proces rewitalizacji obszaru ulicy Pawiej, która stać ma się docelowo bulwarem, oferującym pełną ofertę usług skierowaną do spacerowiczów i przyjezdnych.
Typ numer dwa- budynek biurowy przy ul. Opolskiej- (pod fantastycznym adresem Opolska 100).Vinci Office Center to nowoczesny budynek, który pomimo swojej klasycznej formy robi niesamowite wrażenie, zwłaszcza po podświetleniu w nocy.
www.centrumvinci.com
Co więcej istnieje spore prawdopodobieństwo, że jest to pierwszy z wielu wysokościowych biurowców w pasie ulicy Opolskiej- Bora Komorowskiego. Wypełniło by to lukę, braku wysokich nowoczesnych biurowców w grodzi Kraka. Już stoi wieżowiec przy Bora Komorowskiego, jeden z kilku z nowego centrum biurowego w tym rejonie, a przy rondzie Barei dumnie pręży swoje okna budynek CapGemini. Trzymam kciuki by ta część miasta, do tej pory utożsamiana raczej z zabudową blokową, rozwinęła się w kierunku wysokich i nowoczesnych Office centers.
Typ numer dwa w moim zestawieniu wespół z w/w budynkiem zajmuje Krakowskie GTC, zlokalizowane przy ulicy Armii Krajowej tuż obok miasteczka studenckiego AGH. Budynki Galileo Newton oraz Edison, w swojej prostocie dopasowane są do pełnionej funkcji.
www.instal-klima-projekt.pl
Dodatkowo mają doskonałe połączenie z resztą miasta, przez co sytuują się bardzo wysoko w rankingu cenowym pod wynajem na przestrzeń biurową. Ich poste a zarazem wąskie sylwetki usytuowane obok siebie sprawiają wrażenie kolumn, stojących w rzędzie. Inwestorzy okolicznych budynków mieszkalnych zdają się podzielać moje zdanie co do piękna tej architektury, wykorzystując wzorzec w kolejnych powstających przy GTC blokach.
www.idacdonikad2.blox.pl
Typ trzeci.Opera ul. Lubicz. Co z nią pytacie? Ano zakwalifikowałem ją pierwotnie do typu średnio udanych inwestycji- czy to przez architekta który ją zaprojektował, czy użyteczność związaną z ogromnym parkingiem, czy wręcz jej kompozycję, która nijak nie współgra nie tylko z okoliczną zabudową, ale i z sobą samą. Głównie jednak raziła mnie architektura światła jaką zastosowano w głównym holu.
Niemniej jednak, po wizycie pod omawianym budynkiem, chwili zastanowienia a przede wszystkim analizy, doszedłem do wniosku, że to chyba jedyny budynek, (z nowo powstałych) który może mierzyć się z hotelem Forum czy "szkieletorem". Jego nowoczesna bryła, kontrastowe barwy- krzykliwe i tak fascynujące zwłaszcza w nocy a zwłaszcza nowoczesność podejścia do tematu, przywodzą na myśl to o czym mówi się i mówiło min o forum czy "błękitku".
Budynek jest kontrowersyjny- może budzić zachwyt lub ubolewanie nad stanem Krakowskiej przestrzeni miejskiej, ale coraz bardziej zaczyna się podobać, a to znak, że jest w nim coś co przyciąga uwagę i to coś jest jak najbardziej pozytywne.
Moja mała lista nowej architektury zamknie się na operze właśnie, a ja w gąszczu Krakowskich chodników poszukam kolejnych tematów do przenicowania i obśmiania, a może wywyższenia i pochwalenia. Okaże się już niebawem.
Stało się i póki co nieodwołalnie- zmieniłem adres bloga, by nieco go ucywilizować i określić już na wstępie mój target- miasto Kraków. Mam nadzięję że nie obraziłem nikogo tym czynem, a z tego co widzę, nie zmalał też popyt na teksty :) Niezmiernie się cieszę i polecam na przyszłość.
Tyle słowem wyjaśnień.
Na zakończenie tego jakże rozbuowanego posta, zostawiam moją osobistą inspirację co do nowego adresu, i dalej odliczam sobie czas do słodkiego weekendu.
Pozdrawiam
Niezależny Recenzent Miejski (tutaj przynajmniej nic się nie zmieniło, i zmieniać się nie będzie. Ot lubię tę nazwę za jej atuty związane z jezykołamaniem:)
PS. Już jutro moje wrażenia z wizyty w muzeum Sukiennic- o ile dotrę tam dziś, bo możę stać się różnie.
PS: PS: rozpoczynam mała kampanię reklamową bloga, za pomoc- z góry dziękuję :)
Słowem wstępu wrócę do ostatniego wpisu i polecę wam stronę, która zajmuje się architekturą o której wspominałem. Trafiłem na nią za pośrednictwem bryły, i wywiadu jaki i wam polecam.
Portal o którym wspominałem znaleźć możecie pod adresem dostępnym w linku.
Dziś trochę o remontach i pamięci.
Zacznijmy od początku.
Remonty targają ulicami Krakowa, odbijając się nie tylko na nerwach kierowców i mieszkańców, ale i szerokim echem w lokalnej prasie. Ciągle i ciągle mówi się o przebudowie stadionu Wisły, wytyka opóźnienia w budowie estakady na rondzie Ofiar Katynia, czy krytykuje wygląd i użyteczność oddanej niedawno ulicy Długiej.
Fakt faktem, każdy z wymienionych projektów kuleje, i nie widać możliwych rozwiązań, ale trzeba przyznać, że wszelkie słowa krytyki powinny być złagodzone, bo wszak jeśli nie przebudowa i remont to tak miasto jak i jego zakorkowane ulice, irytować nas będą bardziej.
Pozwolę sobie, najpierw skupić się na remoncie Ulicy Długiej, inspirowany informacjami jakich zasięgnąłem z prasy, plotek i blogu Fotoszok. To ostatnie źródło utwierdziło mnie w przekonaniu, że coś z wyremontowaną niedawno ulicą jest nie tak. Wykolejony tramwaj widoczny na zdjęciu zamieszczonym przez Autorkę bloga robi ponure wrażenie, tym bardziej że od momentu oddania jest to trzeci taki wypadek. Coś jest na rzeczy bo sprawą zainteresowany jest ZIKiT oraz inne służby miejskie, które choć przekonane o tym że trakcja na trasie wykonana jest w sposób prawidłowy zleciły Politechnice wykonanie dodatkowych analiz łuku torowiska łączącego ulice Basztową i Długą. Według mnie musi działać tam jakaś siła nieczysta, więc stosowne analizy winni wykonać także okultyści i inne organizacje, dla których chlebem powszednim jest świat eteryczny. Skoro nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze, jak mawia stare powiedzenie. I tutaj może się okazać, że ktoś zaoszczędził lub gdzieś nie użyto tego czego winno się użyć, a słupki na chodnikach dalej wyginać się będą dotknięte magiczną siłą przedniego zderzaka tramwaju.
Inna kwestia to remont na rondzie Ofiar Katynia- to bodaj mój ulubiony obszar remontowy. Co do tego kiedy prace się zakończą, nie ma jeszcze wspólnego stanowiska. Jedni mówią o przyszłym roku (wiosna) inni uznali, że szybciej zakończy się remont szkieletora, jeszcze inni uważają że remont trwać będzie do kolejnych wyborów. Pewne jest jednak to, że kierowcy nie mają co liczyć na ukończenie dolnej płyty w planowanym terminie to jest do końca października. Wykonawca mówi...
Niemniej jednak miasto remontuje swoje ulice i dobrze, bo w końcu kiedy remonty się skończą, to jazda po Krakowie stanie się przyjemna i łatwa.
Sorry, I don't remember...
Póki co, można juz wjechać do Krakowa bez większych utrudnień od strony Zakopanego- remonty Zakopianki na razie się skończyły (oby).
www.fakt.pl
Niedawno dowiedziałem się o planowanej przebudowie al. Kijowskiej, skrzyżonia z Czarnowiejską i dalej alejmi. Ponoć ma tam się pojawić więcej pasów (dokładnie 1 więcej) ścieżki rowerowe oraz parkingi. Nie było by w tym nic zdrożnego gdyby nie zapowiadana wycinka około 30 drzew, w rejonie przeprowadzanych prac. Problem polega na tym, że ostatnio dąży się w Krakowie do wycinki wszelkiej zieleni, co nie wpływa najlepiej na komfort życia, ani też pobytu w mieście. Oczywiście ważna jest drożność arterii miejskich, ale nie kosztem drzew, zwłaszcza tych ponad 200 letnich, a dokładnie takie znajdują się obrębie dokonywanych prac. I właśnie sprawa 200 letnich dębow, powoduje protest mieszkańców dzielnicy.
Pamięć.
Pamięć może przejawiać się na różne sposoby, czy to kolekcjonowania zdjęć rodzinnych, pasji związanej z historią czy też chęci pozostawienia po sobie czegoś dla potomnych.
Remont sukiennic, to nie tylko kwestia zachowania ich świetności oraz kształtu, to także możliwośc pozostawienia po sobie śladu w postaci kuli czasu, jaka zostanie zamontowana na dachu tego obiektu. Dyskusja na temat tego co powinno się w niej znaleźć, przyciągnęła moją uwagę. Postanowiłem wytypować pewne elementy, które opisują nie tylko Kraków, ale i rzeczywistość w jakiej obecnie się znajduje.
Miejsce piewsze- powinniśmy być szczerzy wobec kolejnych pokoleń, pokażmy im więc zdjęcia miasta jakim jest teraz, sypiących się kamienic, pijanych turystów czy zdewastowanych nawierzchni ulic- a co jak szaleć to z rozmachem.
Miejsce drugie- bardziej poważna propozycja umieszczenia w kuli, nagrania dźwięków jakie odbiają sie echem wśród kamienic otaczających rynek. Piękne w swej prostocie i nie tak komercyjne jak nagrania jakiegoś artysty.
Miejsce trzecie- próbka wody z Wisły. Podejrzewam, że za sto lat będzie ona artefaktem dla badaczy tego jak wyglądała rzeka, przepływająca przez Kraków- powie im coś więcej o nas i o ekosystemie, który za kilka dekad może ulec nieodwacalnym zmianom.
Miejsce czwarte- ulotki wyborcze. Zapewne dla każdego historyka, będą one cennym źródłem informacji o demokracji w jakiej trwamy, a dla przyszłych pokoleń komików, stanowić będą natchnienie i inspirację.
Miejsce piąte- lokalni bohaterowie- czyli zbiór małych wizytowek miejsc, które w sposób estetyczny reklamują się tu i tam. Dzięki nim dopełnimy obraz Krakowa, który trwa teraz, pokażemy gdzie jedliśmy i gdzie się bawiliśmy.
Moje propozycje pewnie nie zostaną zrealizowane, ale wydają mi się bardziej sensownymi od tych, które zakładają umieszczenie w kuli włosa G. Turnaua czy nagrań Krakowskich muzyków.
www.4.bp.blogspot.com
Pamięć 2. Muzea.
Pewnie wielu z was słyszało o tym, że Sukiennice znów są dostępne dla zwiedzających, to nie mała atrakcja, ponieważ tak bogate w zbiory muzeum nie stoi za każdym rogiem.
Mniej nagłośnioną sprawą jest muzeum PRL, które nijak nie może poradzić sobie z wystartowaniem. Co ciekawe nie chodzi o fundusze, a o kwestię tego czy powinniśmy czy nie przypominać ludziom o Polsce Luowej, i w jaki sposób. Dla wielu temat ten jest kontrowersyjny, i gdyby taka placówka powstała, zapewne następnego dnia pikietowali by pod jej bramami przeciwnicy- wykrzykując hasła "Wolna Polska!" i "Precz z komuną!". A szkoda, bo podobne muzea z powodzeniem funkcjonują w wielu krajach min w Niemczech, Czechach czy Estonii.
www.skarby.com.pl
Ostatnim tematem jaki chciałbym poruszyć, kiedy piszę o pamięci jest temat Krakowskich Fortów. Pewnie wielu o nich słyszało, ale jedyne z jakimi się spotkało to Fort Kleparz i Lubicz. Pamiętajcie jednak, że rejon Krakowa usiany jest przeróżnymi buowlami i konstrukcjami, których przeznaczeniem było bronić miasta w razie ewentalnego ataku. Konstrukcje te dziś są zapomniane, zazwyczaj zarośniete i niedostępne dla zwiedzających, ale warte zobaczenia. Oczywiście różne z tym oglądaniem jest, zwłaszcza od strony prawnej, ale tym zajmę się następnym razem. Dziś chciałem tylko przypomnieć o tych fantastyczncyh budowlach, które stoją zapomniane, rozkradane czy niszczone na potrzeby przebudowy kolejnych części miasta. Dlaczego nie może przekształcić ich w kolejną atrakcję Krakowa, dzięki ktorej miasto nie byłoby znane jedynie z Wawelu i Sukiennic? Czy Największa w Europie fotyfikacja nie jest warta uwagi?
Najbardziej boli mnie jednak zarzut, który odnalazłem w jednym z artykułów na temat, w którym rozmówca oskarżał ludzi uprawiających paintball, o dewastowanie fortów- moim skomnym zdaniem, nie da sie ich zdewastować bardziej, a tak, przynajmniej spełniają funkcję w życiu miasta, a zarazem coraz więcej ludzi może je poznać. Może zatem warto byłoby niewielkim kosztem przywrócić kilka obiektów do funkcjonowania przekształcając je w centra paintballu? Myślę że nie jednen turysta byłby zachwycony, mając możliwość uczestniczyć w bitwach w prawdziwych fortyfikacjach.
Do tematu fortów jak i Cytadeli Kraków powrócę niebawem, bo zajmującym jest on i szalenie ciekawym z punktu widzenia tak owdiedzającego jak i mieszkańca miasta, a cicho o nim jak makiem zasiał.
Obiecuję także kilka zdjęć co ciekawszych obiektów, abyście mogli zobaczyć na ekranie komputera to co z penością będziecie chcieli obejrzeć na własne oczy.
A póki co pozdrawiam z mokrego i zimnego Karakowa, i zostawiam wam nagranie zespołu Nipu, ot tak by zaczerpnąć nieco z piwnicznej muzyki Krakowa.
Niezależny Recenzent Miejski
PS. trzymajcie kciuki by jak najszybciej rozpoczął się sezon grzewczy :D
Dziś krótko i na temat. Temat bardzo aktualny bo związany z przestrzenią życiową Krakowa, a dokladnie jego architekturą.
Jako że od jakiegoś czasu mam okazję przejeżdżać cały Kraków tramwajem (od pętli do pętli), mam sporo czasu na obserwowanie architektury. Nie żebym nie robił tego wcześniej, spacerując po ulicach grodu Kraka, po prostu teraz jest więcej czasu, który mogę marnować wlepiając swój wzrok w okno tramwaju.
Co z tych obserwacji wynika? Doszedłem do prostego wniosku. Po 89 roku, nie wybudowano w Krakowie w zasadzie nic interesującego. Straszne gromy posypią mi się na głowę, bo oto zostanę okrzyknięty fanatykiem broniącym starych budynków lub zwariowanym estetą. Nic bardziej mylnego. Moje stanowisko opiera się na postej analizie. Przed nastaniem nam nowego systemu, kiedy średnio dbano o kompozycję miasta, i nikomu nie przeszkadzało budowanie nowoczesnych budynków w obrębie starego miasta, realizowane były ciekawe eksperymenty, które weszły nie tylko do kanonu budownictwa, ale także stanowią element tożsamości samego miasta. Wystarczy wspomnieć o Hotelu Forum, Biprostalu, sławnych niedawno "Żyletkowcach", budynku "Stu balkonów" czy architekturze Nowej Huty. Wszystkie te konstrukcje ze swym ciągle żywym avatarem "Szkieletorem" są rozpoznawalne niemal w całej Polsce i utożsamiane z Krakowem.
Co zatem wybudowano po transformacji, w dobie wolności i doborbytu, co przykuwa uwagę a zarazem jest supernowoczesne nie tylko poprzez swoją konstrukcję ale i design? Myślę, szukam i przychodzi mi na myśl tylko Galeria Krakowska- do której już się przyzwyczaiłem i uważam ją za nie tylko ambitny ale i ciekawy projekt, oraz Opera Krakowska, która co tu dużo pisać, nie należy do najlepszych projektów.
Dlaczego jednak uparłem się na tę brutalna architekturę, którą przedstawiłem niczym ikonę Krakowa? Dlatego ponieważ jest pomimo upływu lat, ładna i estetyczna. Zawiera w sobie wszystkie elementy, ktore przemawiają za tym by uznawać ją za nadal nowoczesną. Hotel Forum- bryła zawieszona nad Wisła, wydaje się lewitować ponad powierzchnią ziemi. Nowa Huta- miasto estetyki i użyteczności, nieraz przytłaczające swym ogromem by niekiedy oczarować podcieniami i ukrytymi w strzelistych balkonach ogrodami. Biprostal- wyzwanie rzucone okolicznej, niskiej i klasycznej zabudowie, podkreślający swą odmienność modernistyczną mozaiką i zastosowanymi materiałami. I w końcu Szkieletor- niemy symbol upadku socjalizmu. Budynek, mający być pierwszym z wielu na Krakowskim "Manhatannie", a w efekcie, przez wiele lat stanowiący nie lada problem dla miejskich urbanistów, którzy nie wiedzieli co począć z jego nagą, niedokończoną konstrukcją.
Co powoduje, że dziś choć technika jak i możliwości sa większe, w Krakowskiej architekturze wieje nudą i szarością? Choć architekci prześcigają się w tworzeniu nowych konstrukcji, to wszyscy, obawiają się negatywnych opini, mówiących, że w Krakowie już nie można, nie da się, nie wolno budować nowocześnie by nie naruszyć wizerunku starówki. Gratuluję takiego podejścią, oby tylko Kraków nie skończył jak Bolonia, w której uszanowanie dla starej zabudowy przerodziło się w monotonię i nudę wyzierającą z każdego zaułka- bo nowych projektów tak tam jak i tu brakuje.
Z wiejącego architektoniczną nudą miasta
Niezależny Recenzent Miejski.
Ps.
Ktoś napisał kiedyś, że normy dotyczące zabudowy zabiły indywidualność architektury. Podpisuję się pod tym z całą stanowczością.
Ps.2
Fakt, moja wina, chodziło mi to po głowie i chodziło, i zapomniałem o muzeum nadwiślańskim, które jest ciekawe, ale szczerze? Nie targa serduchem tak jak pobliski hotel Forum.
Co do Łagiewnik, to średnio- kanonem to się nie stanie i za 30 lat wątpię by ktoś do tegoż budynku wzdychał, zwłaszcza dodawszy plany rozwojowe 'konglomeratu" oraz projekt iluminacji.
Trochę mnie tutaj nie było. Zakurzyło się i porosło pajęczyną. Ale nic to, biorę się znów do roboty. To że nie pisałem przez miesiąc ponad, nie oznacza, że w Krakowie nic się nie działo.
Niemniej jednak powracam w glorii 35 stopniowych upałów, i zabieram się do pracy, mam nadzieje że już niedługo z pomocą kolejnego Recenzenta.
O czym dziś?
Zapowiadałem recenzję płyty Czesława- będzie. Pojawi się zdjęć, dla tych, którzy chcą zobaczyć jak wyglądało wyburzanie na Pawiej, o którym pisałem wcześniej- będą i zdjęcia (ostrzegam, materiał wykonano przy użyciu żelazka, więc jakość jest przy dużej dozie litości- średnia). I wreszcie na koniec opowieść o ciężkim życiu rowerzysty w Krakowie.
Zapraszam do czytania, a przed nim chwila rozrywki z zespołem którego muzyka niejednokrotnie poprawiała mi humor i ratowała nawet najgorzej zapowiadające się dni.
I jak tu się nie uśmiechnąć?
Do poniższej galerii nie potrzebny komentarz, ot wyburzenie, ale takie na które wielu czekało z utęsknieniem (min. pan inwestor, który postawi tutaj nowy biurowiec).
"Plus w tym taki, że nie będą się już pod galerią gnieździć dziobaki"
A Czesław Śpiewa ponad tym całym Krakowem
Przyszedł czas na zapowiadaną recenzję płyty Czesława Mozila, o tytule, który choć nie pozostawia wiele do domysłu, to jednak myli przeciętnego odbiorcę. "Pop" bo tak zatytułowana została płyta, wydana została nakładem wydawnictwa Mystic w pierwszym kwartale panującego nam roku pańskiego 2010.
Brzmienia, jakich posłuchać możemy na nowej płycie to znane już z poprzedniego albumu, połączenie folkloru akordeonowego z walczykami i nowoczesnymi rytmami.
Co najpiękniejsze w tej płycie- gdy słuchacie jej na dobrym sprzęcie, możecie dosłuchać się dźwięków wydawanych przez zapadki i wszelakie ustrojstwa, dzięki którym instrument wydaje dźwięk. Przez to muzyka staje się żywa i klimatyczna- ot jakbyśmy sami stali obok artysty i wsłuchiwali się nie tylko w nuty, które słychać normalnie ale i te ukryte, którymi instrumenty witają się z słuchaczem.
Kompozycyjnie płyta oparta jest o historię, czego brakowało w "Debiucie". Tym razem artysta daje nam coś więcej niż tylko chwytliwe teksty i melodie. Czesław, wydawałoby się opowiada nam historię, którą rozpoczyna piosenka wręcz dziecięca-"Piosenka Dla Pajączka", jak dla mnie najsłabsza na całej płycie. Potem podmiot liryczny płyty rośnie, dojrzewa, dostrzega rzeczy o których wcześniej nie miał pojęcia i wpada w wir kłopotów rodzinnych wraz z piosenką "Kiedy Tatuś sypiał z Mamą". Piosenka, która na pierwszy rzut ucha wydaje się być prosta, ma w sobie głębie i postrzeganie sytuacji w niej przedstawionej tylko oczami dziecka, okazuje się być niewystarczające. Dziecko obserwuje rodzinę i opisuje ją z mądrością człowieka dorosłego- historię więc osobiście potraktowałem jako retrospekcję, i próbę analizy tego co wydarzyło się kiedyś.
Trzeci utwór, to hit, który płytę promuję. Jeśli Czesław chciał pokazać nam że "Maszynka do świerkania" nie była jego ostatnim słowem- trafił w sedno. Posłuchajcie sami:
Moim zdaniem najlepszymi utworami, jakie znalazły się na płycie, są - "Krucha Blondynka" i kompozycja po niej następująca- "Podziękowanie". Osobiście dla mnie, te dwie piosenki dopełniają się wzajemnie i tylko razem brzmią dobrze. Delikatnie zaśpiewane, z chórem, który nadaje "Kruchej Blondynce" nostalgiczny, szarpiące za serducho posmak, i tekstem... brzmi to dla mnie uroczo a zarazem niepokojąco, sprawiając, że mogę tych dwóch utworów słuchać bez końca. Zwłaszcza, że po skomplikowanym początku, studzi nas wręcz ascetyczne "Podziękowanie", krótkie, proste i oczywiste, oprawione jedynie, albo aż- dźwiękami akordeonu.
A oto i tekst "Kruchej Blondynki":
Opowiem wam kto ze mną tak Ostatnio spędza najmilszy czas Krucha blondynka zawsze na tak Właśnie dlatego dziś mi jej brak
Szeptem mówią zabiorą mi Ciebie Nie wiele brakuje a strace wiele Ty i ja serduszka dwa Czemu nam źle jak dobro wciąż trwa? I płacz i tańcz na szkle walca Kiedy ty i ja będziemy parą? Ty i ja będziemy parą?
Każdy z nas tak by chciał Brać Cię wciąż jak pierwszy raz brał Ty zawsze wolna ja narzeczony Jestem od Ciebie uzależniony
Głośno mówią nie wrócisz do siebie Nie zdążysz przeskoczyć nie zdążysz przebiec Ty i ja serduszka dwa Czemu nam dobrze wśród tego zła? I walcz i płacz i tańcz walca Wtedy ty i ja będziemy parą! Ty i ja będziemy parą!
Im dłużej wsłuchujemy się w dźwięki płyty, tym przyjemniej- historia płynie nam dalej, zabierając nas wprost do serca i pokazując uroki miłości. Tutaj niezbędny wydaje się głos kobiecy, jak bowiem śpiewać o miłości samemu? Pomoc przynosi najpierw Kasia Nosowska w piosence "Caesia & Ruben", opowieści o miłości tak prostej i delikatnej, a zarazem spalającej. Kameralnie i kulturalnie, a przy tym porywająco? Można!
Ale miłość nie jedno ma imię, o czym przekonać nas może piosenka "Dziewczyna z Branży". W piosence, celowo lub nie umieszczono reklamę 2 klubów, o których ja pisał już nie będę, ale polecam odwiedzenie, zwłaszcza tego pierwszego :D
W piosence Czesława wspiera... Nergal. Mocny wokal, którego użyczył wokalista Behemota, podkreśla chór, wyśpiewujący esencję historii przedstawionej w utworze.
Lecz tam, gdzie miłość głaszcze cię dłonią Nie płać za dymy, co miłość chcą twoją. Lecz ten, co słów twoich słucha Słucha jak miłość wrzeszczy do ucha. Lecz tam, gdzie miłość głaszcze cię dłonią Nie płać za dymy, co miłość chcą twoją. Lecz ten, co słów twoich słucha Słucha jak miłość wrzeszczy do ucha.
I wreszcie trzecia postać wspomagająca Czesława, Gaba Kulka- jak sam artysta przyznał utwór "Caravan" był w całości jej pomysłem. I rzeczywiście, kompozycja, w której połączono bliskie artystce klawisze z instrumentarium Czesława, wypada świetnie. I znów te chórki! Fenomenalne. W utworze Czesław jest tłem, które dopiero w drugiej części piosenki nabiera mocy i przygotowuje nas na bardzo mocny finał.
Czas na zakończenie płyty a zarazem recenzji. Ostatni utwór- "Pożegnanie małego wojownika", kończy drogę jaką przebyliśmy wraz z Czesławem. Bo jak inaczej można pożegnać się z postacią liryczną, jeśli nie życzeniem mu powodzenia w walce z otaczającym światem?
Piosenka, może być odebrana dwojako- z jednej strony części odbiorców nie spodoba się elektroniczne brzmienie, melodia oderwana od całej płyty i ostry wokal Czesława. Z drugiej strony, piosenka, która nie jest lansowana na hit płyty, mogła by się nim łatwo stać. Ma chwytliwą melodię i z całą pewnością żyje!. Tekst jest tak jak już wspomniałem zakończeniem historii chłopca, którego poznajemy wraz z pierwszymi utworami:
I raz i dwa Na posterunku żołnierz trwa I idzie na dorosły front Naprawić swój dziecinny błąd
Warto dodać, że dzięki wykorzystaniu, nie tylko języka na płycie, może ona spokojnie konkurować na rynkach zagranicznych, a poza tym brzmi on miejscami znacznie lepiej niż nasza mowa ojczysta. Takie moje osobiste zdanie:)
Czas na ocenę ogólną płyty:
W skali 1/10 N "POP" otrzymuje kolejno:
Muzyka ...............................N N N N N N N N NN
Teksty..................................N N N N N N N N N N
Cena......................................N N N N N N N NN N
Okładka.................................N N N N N N N N NN
Ogółem..................................N N N N N N N N NN
Wynik godny podziwu i na pewno wart utytułowania go albumem o klasie
A teraz słów kilka na temat...
Kraków nie jest miastem dla rowerzystów.
Temat, nie jest najnowszy, w końcu nie od dziś wiadomo, że Kraków, który z całych sił stara się promować jako miasto przyjazne rowerzystom, wychodzi na tym marnie. Trzeba przyznać, że poprawiają się warunki- powstają ścieżki rowerowe, wypożyczalnie miejskich rowerów, itd. ale wszyscy podkreślają, że to za mało. Niedawno omawiano sprawę fatalnego stanu ścieżki rowerowej na ulicy Kopernika- zniszczona nawierzchnia doprowadziła do wypadku rowerzysty, który upadł, po tym jak koło jego roweru zaklinowało się w szczelinie w jezdni. Potem wyszła na jaw sprawa bubla w okolicy nowej kładki rowerowej nad Wisłą, łączącej Kazimierz z Podgórzem, która owszem, jest, nawet rowerzyści mogą po niej jechać, tyle że tylko w jedną stronę, bo ulica którą na most można się dostać przewidziana jest jako jednokierunkowa . Ten problem wydaje się mieć swoje rozwiązanie, magistrat zapowiedział wprowadzenie znaków, które umożliwią rowerzystom korzystanie z dróg jednokierunkowych, jak z normalnych ulic. Taki stan rzeczy ma być wprowadzony od 1 września. Brawo! Szkoda tylko że jedynie na wybranych ulicach w centrum i Kazimierzu. Ostatnim problemem jaki pojawił się na ustach rowerzystów, jest fatalne rozwiązanie w ciągu ulicy Mogilskiej. Ścieżka rowerowa biegnąca z Nowej Huty, kończy się nagle na jezdni i rowerzyści mają do wyboru, albo zejście z roweru i doprowadzenie go do ronda mogilskiego- w końcu chodnikiem jechać nie mogą bo mandat od razu ich złapie- albo wjechanie na jezdnię co do tej pory skończyło się kilkoma wypadkami. Odcinek o którym mowa to tzw. "Setka samobójców". I znów ZiKIT obiecuje poprawę, ale nie wcześniej niż za 4 lata.
Dramat.
Do tego wszystkiego, włączają się oburzeni "roszczeniami" rowerzystów zmotoryzowani mieszkańcy Krakowa, którzy radzą nam, byśmy rowerami jeździli poza Krakowem i nad Wisłą.
DZIĘĘEE KUUUU JEEEE MYYYY!
Życzę wam miłego tygodnia, w którym pewnie jeszcze się spotkamy:)
Wypada więc powiedzieć to i owo na ten temat. Przynajmniej skomentować, że mokro, chłodno i kałuże atakują podeszwy.
Można, a nawet wypada, bronić aury. Bo jakże to, wszak jeszcze niedawno nie widać było chodnika, i wszyscy modlili się tylko by już przyszła wiosna, ciepły wiaterek rozbudził liście a zima odeszła precz daleko. Nastał wreszcie czas zieleni i ciepła, lecz deszcz atakujący zewsząd i w najmniej spodziewanym momencie znów psuje miny. A mnie jest dobrze. Jest ciepło, wcale nie duszno i świeżo. Ulice same się myją, i wszystko wygląda trochę bardziej uroczyście, w tej wilgotnej pogodzie. Po za tym moi drodzy, to co nas dotyka, gdy pędzimy na tramwaj czy autobus, nie jest najstraszniejszym potopem i nie ma się czego bać. No chyba, że któreś z was jest wyjątkowo słodkie, wtedy bez parasola ani rusz z domu!
Dzisiejszym tematem przewodnim przeszkadzajek (czyli tego co pomiędzy tekstem, lub dla innych to czego za mało jest w stosunku do tekstu), niech będą słodkości. A Ty dziewczę z "lolipopem" bez parasola nie wystawiaj nosa z domu :)
Zaskakująca uczelnia...
Uczelnia, ma zaskakującą jest. Nie, wcale nie narzekam, szczerze, lubię tak kampus jak i ludzi których na nim spotykam. Ale nie jeden przeżyć może zaskoczenie, wchodząc w mury uczelni przy Rakowickiej. Oto bowiem dowiedziałem się dziś, że juwenalia, które uważałem juz za zakończone, ciągle żyją i nie pozwalają studentom wrócić do nauki. Oto bowiem na mojej uczelni, dziś odbyły się zawody międzywydziałowe, (gdy zwijałem się do domu, wygrywał mój wydział!), a już jutro koncert juwenaliowy, którego gwiazdą w tym roku będzie zespół T-Love. Co więcej, dowiedziałem się, o godzinach rektorskich. Dziwy nad dziwami, ale bardzo miło mi z powodu imprezy.
Się sypie...
Sypie nam się Kraków, zwłaszcza w oczach przyjezdnych, jak bowiem inaczej widzieć mają to piękne miasto, skoro zaraz po wyjściu z Galerii Krakowskiej, a więc i Dworca, na ul. Pawią, widzą dwie zniszczone kamienice, które ledwo stoją. Co więcej, niedawno, fasada jednej z nich nie wytrzymała i na ulicę posypały się cegły. Bardzo szybko zamknięto część pasa ruchu, i ogrodzono chodnik, wyłączając z użytkowania przystanek autobusowy, ulokowany tuż pod kamienicą. Niemniej problem pozostał, bo nie widać od miesiąca żadnych zmian przy tej działce. Podobno jest inwestor, podobno ma plan, jest podobno i wizualizacja, ale choć widziałem ją rok temu, to nadal nie widać efektów jakichkolwiek prac. Pojawiła się co prawda siatka zabezpieczająca fasadę, a raczej przechodniów przed fasadą, ale to wszystko. Ściągnięto nawet w miarę wyglądające banery zasłaniające kamienice, które imitowały zdrowy budynek. Po co? Na co? Komu? Problem stoi i straszy a turyści widzą jak sypie nam się Kraków. Chyba, że o to właśnie chodzi, by sypało się, sypało, i wreszcie samo z siebie zawaliło.
Na osłodę wszystkim zniesmaczonym...
A tym którzy nadal wzdychają z dezaprobatą nad pogodą, przypominam, że nie takie suche lato piękne, jak je malują...
W kolejnym odcinku, czysta recenzja, płyty którą smakuję z wolna, i coraz to bardziej mnie ona urzeka, czyli zapowiadany niedawno- Czesław Mozil i album "POP".
"Długi" weekend już za nami, było morko (wciąż jest) i niezbyt majowo. Ja osobiście kąpałem się w górskiej mgle, przedzierając się przez lasy Beskidu Małego. Było pięknie i smutno, ale przede wszystkim uroczo- i to w tym "uroczyskowym" znaczeniu. Dość wspomnieć o grzmotach burzy, która starała się doścignąć nas, skradając się dolinami, i o drzewach zatopionych w mgle, niczym z opowiadań Lovecrafta...
Z tą małą różnicą, że przechodząc przez te piękne lasy, nie obawiałem się przebudzenia Cthulhu.
Dla mnie weekend był udany. A dla was? Różne chodzą opinie. Jedni wypoczęli w rodzinnym gronie, innym Bieszczadzkie słońce świeciło nad głowami przez cały czas, a jeszcze inni odrobili zaległości w zakupach, porządkach czy nauce. Pozostali jeszcze maturzyści, ale oni to osobna bajka.
Co działo się w Krakowie? Rozpoczęły się Juwenalia, ale kto jest zainteresowany, ten doskonale zdaje sobie sprawę co się tam dzieje. Część braci studenckiej, zawiedziona deszczem, na znak protestu postanowiła o czasowej abstynencji, inni mimo niesprzyjających warunków, wybierają się na zapowiadane imprezy i koncerty. Wszystkim wam CHWAŁA. Nie można w końcu przespać tego czasu.
Ja osobiście pozwolę sobie, polecić wam koncert zespołu NIPU, który odbędzie się o 21 na miasteczku AGH w niedzielę. Warto bo tak muzyka jak i zespół godnymi polecenia są.
Z Krakowskich sprawunków, zaintrygowała mnie ponownie sprawa ROK. Czyli ronda które ostatnimi czasy przysparza kłopotów kierowcom, chcącym wjechać do miasta od północy.
Miałem już nie wypowiadać się na jego temat, ale ono jakby pchało się samo na strony bloga. Czy to za sprawą niecnych postępków kierowców karetek, którzy nie chcąc stać w korku specjalnie uruchamiają syreny i z śmiechem na ustach mijają zirytowanych kierowców,
czy też stron gazet, na których co i rusz informują nas o tym jak to pięknie będzie, gdy horror komunikacyjny skończy się.
Niemniej jednak zastanawia mnie coraz mocniej, to czy rzekomy inspektor (dla przypomnienia, mający czuwać nad pracami remontowymi aby te przeprowadzano szybko i sprawnie a przede wszystkim bez opóźnień) dotarł na miejsce budowy, czy też może utknął w korku. Najbardziej interesującym aspektem sprawy jest to że o ile jeszcze nie dawno rondo Ofiar Katynia wyglądało tak:
i tytuł RONDA , był dla niego właściwy, o tyle konstrukcja która jest tworzona, już na rondo nie wygląda. Co więcej nie ma nic z nim wspólnego, no może prócz nazwy, bo media wszelakie, co i rusz zapewniają nas, że nowe trzy poziomowe "rondo" im. Ofiar Katynia będzie wspaniałe. Widzę tutaj nadużycie, zwłaszcza że wspomniana konstrukcja wyglądać ma docelowo tak:
czyli trochę bardziej jak estakada, prawda? Kwestię nazwy pozostawiam więc otwartą, wg. mnie powinno mówić się o tym węźle komunikacyjnym, jako o estakadzie im. Ofiar Katynia. I tyle.
Wyczekuję na efekt prac z rosnącym podnieceniem, czytając coraz to nowe "nijuuusy" i łapie się na tym, że przy niektórych akcja serca mego przyspiesza niebezpiecznie :)
Aaaa, zapomniałbym. O konstrukcji zaczyna się mówić jako o nowej Bramie Krakowa. Odważnie. Czy oznaczać ma to, że będzie to odwołanie się do tradycji Bram Krakowskich, na których pobierano cło za wjazd do miasta, a może to co poza estakadą, Krakowem już nie będzie?
Wypadałoby napisać coś o muzyce, skroić jakąś płytę pod rozmiar i kształt ocen, ale... zostawię sobie tę przyjemność na kolejny wpis. Pozostawię wam przynajmniej zajawkę tego o czym będę pisał niebawem.
Z powodów oczywistych, wstrzymałem się od publikowania jakichkolwiek recenzji w ubiegłym tygodniu. Materiału na nowe nagromadziło się za to co nie miara.
Bez zbędnych ogródek, zacznę więc od recenzji pierwszej.
W piątek 9 kwietnia, w klubie na Krakowskim Kazimierzu odbył się interesujący koncert dwóch grup muzycznych- rodzimej Krakowskiej formacji UDA oraz Warszawskiej grupy POWIEKI.
Koncert reklamowany plakatami obwieszczającymi muzykę z pogranicza szpiegowskiego jazzu i psychodelii przyciągnął nasze skromne grono w progi tegoż klubu. Na moje nieszczęście i co dziwne w stosunku do zwyczajów klubowych- koncert rozpoczął się punktualnie, przez co straciłem sporą część występu grupy UDA. Moje niezadowolenie z tegoż powodu spotęgowała fantastyczna gra zespołu, którego muzykę dane mi było poznać. W ciągu krótkiego występu jakiego byłem świadkiem, rzuciła mi się w oczy przede wszystkim, niesamowita koncentracja perkusisty, który choć wydawał się zasypiać, utrzymywał trio w rytmie, co przy zmianach tegoż, było nie lada wyczynem. Drugą postacią która zrobiła na mnie wrażenie był gitarzysta wykorzystujący swój instrument na wszystkie możliwe sposoby. Także i bas, powodował miłe uczucie, nadając całości ład i ogładę. Ogólne wrażenie? BOMBA!
Zresztą sami posłuchajcie jak brzmi zespół- na przykładzie utworu "Pomórnik" który na mnie osobiście zrobił niebywałe wrażenie.
I jeszcze feministyczna pani pedagog dla wszystkich sfrustrowanych uczniów...
Robi wrażenie prawda? Dla mnie osobiście, formacja wyczynia rzeczy podobne do zespołu Orange The Juice, o którym już zresztą kilka razy mówiłem i pisałem.
Nie wierzycie? Nie pamiętacie? Przypominam więc zespół:
Strona zespołu UDA na portalu myspace: http://www.myspace.com/udauda
POWIEKI, nie zrobiły już na mnie tak dużego wrażenia, i to wcale nie przez to że są z Warszawy:). Ot po prostu ich muzyka, nie przemawiała do mnie... do pewnego momentu, ale o tym później.
Tym co skupiało uwagę był na pewno gitarzysta, który swoimi postawami wprawiłby w zakłopotania nie tylko Avril, ale i pewnie większość młodych artystów muzyki indie rockowej.
Przez sporą część koncertu skupiałem się na perkusiście, który pruł przez fale muzyki zespołu nie zbaczając na wyrastające to tu to tam gitarowe i basowe góry lodowe.
I w końcu wokal. Miejscami podwójny, częściej solowy. Wokal nadał całości kształtu przypominającego wariację na temat spotkania CKOD z Myslovitz. Ciekawa mieszanka, która w mojej głowie zaowocowała kilkoma obrazami i paroma muzycznymi uśmiechami.
Muzyka zespołu, przepełniona efektami, była momentami zbyt przytłaczająca, by być zjadliwą, a teksty nie zawsze trafiały do mojego serca. Wyjątkiem, który zmienił w koncercie wszystko był dla mnie utwór "Zapalniczki".
"Zapalniczki" sprawiły, że zachciało mi się słuchać, nie tylko gry ale i tekstu. Niestety nie udało mi się znaleźć odpowiedniego video na youtube, dlatego odsyłam was do strony na portalu myspace.
A na zachętę zostawiam wam "Algorytm lotu", nie mniej ciekawa kompozycja, która spokojnie mogłaby rywalizować z większością polskiej sceny rockowej.
Dlatego, nie zrażajcie się na koncertach tym, że jest zbyt głośno lub image sceniczny nie odpowiada wam! Często możecie w ten sposób przegapić bardzo fajnych wykonawców, którzy choć nie sprzedają miliardów płyt, to są ciekawymi elementami sceny muzycznej. Jak choćby Powieki czy Uda. Całość koncertu oceniam na 8 w mojej 10 stopniowej skali N. Brawo i oby tak dalej. Z pełną świadomością skutków, zapraszam was więc na kolejne koncerty w Kawiarni Naukowej.
Czas i na obiecywaną kolejną płytę, tym razem nieco olejną.
Dlaczego olejną i kto stworzył dzisiejszy temat? Zespół RAZ DWA TRZY i jego nowa płyta "Skąd dokąd" zrobiły na Niezależnym spore wrażenie. Ba możliwe że będzie to najlepsza płyta pierwszego kwartału tego roku. Złośliwi powiedzą, że nasłuchałem się Trójki, i dlatego z takim entuzjazmem opiszę płytę. Prawda jest taka, że choć wspomniana stacja przesadzała z puszczaniem utworu "Dalej niż sięga myśl", to jednak opinię na temat materiału wyrobiłem sobie sam.
Płyta kompozycyjnie oleista. Dlaczego? Ci którzy znają twórczość zespołu wiedzą, że dominują w jego muzyce nuty i dźwięki niskie, które brzmią tak, jakby poruszały się w bardzo upalnym powietrzu po świeżo wylanym asfalcie. Taki urok zespołu. Nowa płyta oferuje nam 11 utworów, kompozycyjnie wspierających się nawzajem. Nie będę rozpisywał się na temat wszystkich, ocenię te które spodobały mi się najbardziej.
Największe wrażenie zrobił na mnie utwór "Już" utrzymany w konwencji lekko nawiązującej do reggae. Przyjemny i mało agresywny tekst idealnie komponuje się z stonowaną grą gitar.
Utwór numer dwa na liście, to na pewno "Oto papieros w dłoni", który chętnie umieścił bym w soundtracku z filmu "Kawa i Papierosy". Majstersztyk w tekście, jak i aranżacji muzycznej. Niby wszystko o niczym, a jednak robi wrażenie.
Brawo.
I wreszcie numer trzy- "Zgodnie z planem" piosenka, która pomimo że znajduje się na trzecim miejscu mojej listy, powinna być traktowana jako najlepsza w całym zestawieniu. Muzycznie dopasowuje się ona do każdego nastroju, co sprawdziłem na sobie. Polecam szczególnie tym, którzy zmęczeni, chcą wypocząć i zrelaksować się po ciężkim dniu pracy.
Czas na ocenę ogólną płyty:
W skali 1/10 N "Skąd dokąd" otrzymuje kolejno:
Muzyka ...............................N N N N N N N N N N
Teksty..................................N N N N N N N N NN
Cena......................................N N N N N N NN N N
Okładka.................................N N N N NN N N N N
Ogółem..................................N N N N N N N NN N
Jednym słowem...
Z muzycznym poważaniem :) Niezależny Recenzent Miejski
I tak mnie zajęłaś, że zapomniałem o notatkach na blogu... ups...
Bywa i tak, że by znaleźć temat do recenzji przeczekać trzeba huk armatnich dział i krzyk barbarzyńskich hord. A ja czekałem, czekałem i wreszcie doczekałem się czasu gdy na spokojnie mogę zrecenzować trzy płyty jakie niedawno ujrzały światło sklepowych witryn.
Oczywiście, wszystko należy serwować z umiarem, dlatego jeden wpis, jedna płyta:)
Dziś skupimy się na... Dodekafonii Grabaża i zespołu Strachy na Lachy.
Ta niezwykle płodna w twórczości formacja, po raz kolejny udowadnia nam, że nie śpi a obserwuje i tworzy muzykę, która przypadnie do gustu szerokim masom młodzieży. No tak, płyta skierowana jest do słuchaczy w wieku od 12 do "dwudziestuparulat", przy czym "dwudziestoparolatkowie" wysłuchają jej bardziej z sentymentu do Grabaża niż z rzeczywistego przekonania o wielkości, twórczości rzeczonego zespołu.
Niemniej jednak materiał zamieszczony na płycie, podzielony na 11 utworów, prezentuje się przyzwoicie, na tle wybryków Polskiej sceny muzycznej.
Kto nie wie o czym piszę, może przywitać się z poniższym materiałem, ale tylko przy stwierdzonym uszkodzeniu słuchu, skończeniu 21 lat i na własną odpowiedzialność!
Ale, ale, wracajmy do tematu Dodekafonii. Tytuł płyty, tak dla wyjaśnienia nie jest tylko śmiesznym słowem, ale nazwą techniki muzycznej, opierającej się na ciekawych zasadach. Kogo interesują szczegóły, winien zasięgnąć informacji ze źródeł encyklopedycznych lub... pseudo encyklopedycznych jak np Wikipedia.
Płyta choć artyzmem nie powala, i niestety znów trąci grafomanią tekstów, jest przyjemna, zwłaszcza kiedy chcemy posłuchać czegoś podczas sprzątania. Energetyczna, nieszkodliwa i na tyle prosta, że nie atakuje nas głębokimi aluzjami. Ot kawałek muzyki od Grabaża, który chyba już na zawsze rozstał się z czasami kiedy Welwetowe Swetry czy Ezoteryka Poznania miała sens.
Myliłby się jednak ten, który uważa, że skoro Grabaż współpracuje ze Strachami, nie odwołuje się do wcześniejszej twórczości. Oczywiście, muzycznie słychać przedłużenie tego czego mogliśmy posłuchać na Pile Tango, Strachy na Lachy, Autorze czy Zakazanych piosenkach. W tekstach jest już jednak ostrzej, czy to za sprawą "Żyję w kraju" ostro nawiązującego do Polskich realiów politycznych, czy "Chory na wszystko", gdzie w tekście Grabaż jasno zaznacza
"Ty ciągle i wciąż masz mi za złe, że już nie mieszkam w Punk Rock City Mieszkam w całkiem innym miejscu Polski i cierpię na syndrom sztokholmski
Śpiewam już tylko o Polsce i o złej miłości złe piosenki o złym systemie Polska przychodzi do mnie tylko po autograf dla miłości zaś jestem złudzeniem"
Dobre podsumowanie, w sumie racją jest że od czasów kiedy ukazały się Marchef w Butonierce i Bułgarskie Centrum, w twórczości artysty więcej jest wyrazów miłości i ballad, niż rzeczywistego buntu.
Co do muzyki na płycie. Jak już zaznaczyłem, nie jest agresywna- pomimo świetnych partii gitar i ściany dźwięku, która narasta by zjeść słuchacza, wszystko jest na tyle stonowane by nie dawać złudzeń o ewentualnym powrocie.
Dodatkowo, każdy mocniejszy utwór stłumiony jest następnym, który wręcz usypia... i tak mamy w przypadku piosenki Ostatki, po której pojawia się długie i nudne Cafe Sztok.
Największe wrażenie zrobił na mnie utwór Dziewczyna o chłopięcych sutkach, nie tylko za sprawą odkręconego tekstu, ale także wspomagającej Grabaża pani Natalii Fiedorczuk.
I za tekstem piosenki...
"Czy jeszcze dalej wyliczać mam?"
O tym, czy płyta jest dobra, przekonać możecie się sami, w końcu jest youtube, a przede wszystkim sklep :) Co najciekawsze, w pierwszym miesiącu po wydaniu, album zanotował spory sukces- uznano go bowiem za najlepiej się sprzedający.
Muzyka zespołu- cóż, nie każdy ją pokocha, nie każdy przy niej odleci- wielu ominie ją szerokim łukiem by trafić, może na albumy, które zaproponuje już niebawem.
A teraz czas na ocenę...
W skali 1/10 N Dodekafonia otrzymuje kolejno:
Muzyka ...............................N N N N N N N N N N N
Teksty..................................N N N N N N N N N N(nie każdy odleci, nie każdemu się spodoba, wielu powie że to grafomania)
Cena......................................N N N N N N N N N N
Okładka.................................N N N N N N N NN N (z uwagi na to że lubimy Rumuńskie klimaty :)
Ogółem..................................N N N N N i (N na zachętę) N N N N
WiĘści dziś nie będzie. Komentować opóźnień na rondzie Ofiar Katynia nie będę- znów coś wykraczę i będzie na mnie. Widać nawet Inspektor Gadżet nie pomógł w sprawnym trzymaniu się terminów:(
Śmierdzące kupy na chodnikach i trawnikach też już były, więc temat uważam za wyschnięty. Pozostaje więc tylko budowa nowego biurowca na ulicy szlak, w sąsiedztwie pałacu Tarnowskich, ale ten temat... a zresztą!
Tak oczywiście to skandal. Po raz kolejny okazuje się, że w Krakowie nie można nic wybudować, ni odnowić. Nie da się, bo zawsze komuś będzie to przeszkadzać. Co prawda inicjatywa ocalenia hotelu Forum jest słuszna, ale oprotestowanie budowy biurowca na zdewastowanej działce sąsiadującej z ZAMKNIĘTYM parkiem, uważam za irracjonalność. Jak czytamy w artykule, sąsiedzi parku oburzeni są planami budowy z uwagi na to, że park jest jedynym obszarem zielonym w okolicy i jest on niezbędny do prawidłowego funkcjonowania kwartału. Zgadzam się z tym, że sam obszar zielony zamknięty jest od lat 3 i nikt specjalnie się tym nie przejmuje. Lepiej więc oprotestowywać i patrzeć jak zarasta nam przestrzeń zielona, niż pozwolić na budowę biurowca, którego inwestor pewnie w przyszłości starać się będzie o to by dokonać rewitalizacji parku- choćby ze względu na prestiż budowanego obiektu. Kraków.
Na zakończenie - dobra rada dla wszystkich na te wiosenne dni...
Dzisiejszy dzień przywitał mnie bombą atomową, a przynajmniej kolejnym epizodem nuklearnej zimy. Uśmiechu w tym nie ma. Zima i zimno jakie z sobą niesie, obecne jest już do dłuższego czasu. Nudno. Wiosny chcemy.
Ale skoro nie ma wiosny, kalendarzowej ani tej związanej z aurą, pozostaje czekać.
Obiecałem recenzję filmu- "Biała Wstążka". Miałem napisać ją zaraz po seansie, ale że film trwał ponad 2 godziny, a i człowiek odpocząć winien kiedyś, recenzja została odroczona. Do dziś.
Film, który dane mi było obejrzeć w mojej, subiektywnie ulubionej sali kinowej kina ARS - Reducie, spodobał mi się do tego stopnia, że zapomniałem nawet o tym, że "sprechano" tam po niemiecku.
Obraz autorstwa Michaela Haneke, nie atakuje nas agresywną muzyką, czy żywymi kolorami. Wręcz przeciwnie. Widz zasiada przed czarno- białym obrazem okraszonym skąpą, ale nader trafnie dobraną ścieżką dźwiękową.
Tytułowa biała wstążka, jest, czy raczej ma być symbolem niewinności dwójki dzieci protestanckiego pastora, którym radzę dobrze się przyglądać, podczas projekcji.
Historia, zbudowana jest na opowieści, toczonej przez nauczyciela, zamieszkałego w niczym od innych nie różniącej się wiosce, gdzieś w północnych Niemczech. Smaczku opowieści nadaje niewątpliwie okres w jakim toczą się przedstawiane wydarzenia. Ukazany zostaje nam bowiem świat, pozbawiony dzisiejszego splendoru i techniki, świat stojący na krawędzi I Wojny Światowej. Wioska, którą obserwujemy, byłaby nudna niczym flaki z olejem, gdyby nie tajemnicze wydarzenia, które na pozór zwykłe, nabierają zgoła odmiennego charakteru, w tej sielskiej scenerii.
Film, może wielu skojarzyć się z "Osadą", i słusznie, bo klimat opowieści jest podobny. Różnica, polega na tym, że o ile w "Osadzie" historia spłycała się z każdą kolejną minutą filmu, to w Białej Wstążce, każda kolejna minuta przyprawia o nowe wątki, domysły i gęsia skórkę. Nie, nie proponuje wam horroru- obraz, jaki dane mi było zobaczyć jest dramatem, bodaj najlepszym jaki ostatnimi czasy dane mi było oglądać.
I gwarantuje wam, że po obejrzeniu tegoż filmu myśli nad ludzką naturą, będą kłębić się w waszej głowie i prowokować do dyskusji. Bo biała wstążka, czasem oznacza hipokryzje, i zasłania jedynie ukryte pod płaszczykiem sielanki, "brudne sekrety".
Mimo, że premiera filmu, była nie dziś i nie wczoraj, pozwoliłem sobie na tę małą recenzję, by samemu przyczynić się do propagowania, tego bardzo dobrego obrazu.
A żeby nie było, że mało muzyki, proponuje kilka smaczków, wykopanych na youtube.
Smaczek pierwszy Mashup Nirvany i Lady GaGa. Śmieszny i zarazem straszny (na co to ludzie nie wpadną), wstawiam z dwóch powodów. Po pierwsze, kuriozalne pomysły, czasami wychodzą nad wyraz intrygująco. Po drugie, fala komentarzy na jednym z polskich forów, po ukazaniu się tego klipu, mixa, czy jak inaczej nazwać, rozgromiła moje myśli. Dzieci płaczą, chcą wieszać twórce, podpalać mu dom- bo ich idol Kurt, którego historia życia płynie w każdym z nich, przewraca się w grobie. Nie martwcie się- nie przewraca się. Raczej leży i się nie rusza, bo tak jest mu wygodniej. A tak dla wyjaśnienia, o to ten "haniebny materiał"
Swoją drogą, gdy np. dokonywano remixu utworów Niny Simon czy Jefferson Airplane, nikt nie płakał, nie krzyczał...
I mashup numer dwa. Zdecydowanie fajny i przyjemny w odbiorze. Łączący gwiazdy, które ze sobą występowały, choć jedna z nich ma nieco odmienne od klasycznego medium koncertowe...
Niemniej jednak, okrzyknięty najlepszym mashup'em roku 2008...
Zgadzam się, te dwa utwory pasują do siebie, tak jakby stworzono je z myślą o połączeniu:)
WiĘści...
No tak, w końcu tradycji musi stać się zadość. Postanowiłem, że będę trzymał się konwencji Krakowskiej. Ok, w ostateczności, gdy pojawi się jakiś wyjątkowo kuriozalny news ze świata dalszego niż okoliczne parki, osiedla i stare miasto, pozwolę go sobie skomentować. Ale póki co trzymajmy się Krakowa.
Wyjątkowo dzika rzecz, a raczej artykuł nie tyle nawet ironiczny co prześmiewczy. Czegóż dotyczy? Wypowiedzi szefa PKOl Piotra Nurowskiego, który uznał, że Kraków i okolice to idealne miejsce na organizację zimowej olimpiady. Oczywiście, trzeba by przygotować odpowiednie zaplecze, zmodernizować Zakopiańskie obiekty sportowe itd. itd. ale dlaczego by nie pośmiać się wcześniej? Dla chętnych polecam artykuł w oryginale. Mnie osobiście rozbawił pomysł maskotki igrzysk, jaką stał się komin CH Bonarka. Od siebie dodam, że tory bobslejowe powinny być wkomponowane w sukiennice, a zawody curlingowe odbywać się już mogą choćby na floriańskiej.
Drodzy Państwo, Kraków miastem Architektury- niestety tej gorszej i uboższej. Rok rocznie, to właśnie krakowskie budynki zdobywają tytuły "Archiszopy" czy "Makabryły". Nominowanymi, czy laureatami byli już min. Galeria Krakowska czy Opera RaRa. W tym roku w czołówce znalazły się aż dwie pozycje z grodu Kraka.
Pierwsze miejsce, wyjątkowo szpetne i kolorowe osiedle Zakrzówek.
Drugie miejsce, nie mniej szpetny jednak mniej kolorowy Hotel Niebieski.
Zwycięskim biurom architektonicznym, oraz ich pracownikom z "wizją" gratulujemy.
Ech, nic dodać, nic ująć. By nie było wam smutno i zimno, na zakończenie - on też kiedyś stanie się tygrysem, czego i ja wam życzę.
Z zimnym i Krakowskim pozdrowieniem Niezależny Recenzent Miejski