Jako że zmienił się adres, pod którym rezyduje Niezależny Recenzent Miejski, część z was pogubiła się i nie mogła odnaleźć miejsca, w którym recenzje przeplatają się z surrealistycznym planem urbanistycznym Krakowa. Staram się właśnie aby i poprzedni adres bloga był dostępny, tak więc proszę o nieco cierpliwości a już niedługo będziecie mogli wybrać czy użyć www.miastokrakow.blogspot.com czy może www.niezaleznyrecenzentmiejski.blogspot.com, by odszukać newsy o tym co w Krakowie piszczy, i dlaczego tak głośno.
Niestety nie udało się wczoraj dotrzeć w progi Sukiennic, mam nadzieję, że któryś z weekendów, przyniesie jednak sukces w tym działaniu.
Czytając dziś jeden z serwisów dotyczących Krakowa, natknąłem się na temat związany z opieszałością i ogólnym olewnictwem serwowanym w wykonaniu PKP.
www.pkp.pl
Temat dotyczył jednej z dzielnic miasta, i zaniedbanego dworca, którego remontu i sprzątania musiał podjąć się prywatny inwestor, bo PKP się nie chciało. Sprawa organizacji o której mowa, oraz jej miejsca w mieście, nakłoniła mnie do napisania właśnie tego wpisu. Obserwując to w jakim pięknym stylu rozwija się Kraków- czy to poprzez remonty starych kamienic, rozbudowę sieci komunikacyjnej, rewaloryzację parków, czy budowę nowych obiektów użyteczności publicznej, drzazgą w oku staje wizerunek pasa ciągnącego się w centrum miasta, a należącego do PKP. Nie chodzi już nawet o to, że ich majątek rozpada się w palcach, nieużywane odcinki szyn rdzewieją a budynki co i rusz zawalają się. Nie boli zarośnięty krzakami odcinek torowiska przerzucony nad ul. Prądnicką, czy opłakany stan wiaduktu na ulicą Kamienna (swoją drogą podobny, udało się wyremontować na ulicy Lubicz). Boli całokształt wyglądu firmy która niejako jest wizytówką Krakowa jak i Polski ze względu na funkcję jaką pełni.
www.nasiklasowicze.blox.pl
Jak widać nie da się odsprzedać czy przekazać w formie darowizny terenów, które nie są już użytkowane. Nie można też pozbyć się w formie przetargu obiektów, czy wynająć peronów osobom prywatnym, które mogłyby korzystać z nich jak z ogromnych bannerów reklamowych- nie można bo nie, a w ogóle to nikt nie jeździ już koleją i nie mamy pieniędzy, a pociąg i tak się spóźni. Dlatego z wytęsknieniem oczekuję, aż na rynek polski wejdą koleje zagraniczne, które mam nadzieję nie tylko nie będą się spóźniać, ale i zadbają o to by komfort towarzyszył nam od momentu kiedy wchodzimy na peron, do momentu kiedy opuszczamy go w zupełnie innym miejscu kraju.
A póki co lecimy z naszym fantastycznym PKP.
www.designtracker.blox.pl
Koniec Architektury pt. 2.
Tematarchitektury trzeba poruszyć po raz kolejny. Tym razem skupię się na budynkach i przedsięwzięciach, które powstały i zaczęły funkcjonować w przestrzeni miejskiej stosunkowo niedawno. Wybrałem kilka swoich propozycji i dodałem te o których pisaliście.
Pierwszy typ to- Galeria Krakowska- choć budziła i nadal budzi kontrowersję, uważam że Kraków nie może się już bez niej obyć.
Nie tylko łączy ona w sobie elementy centrum komunikacyjnego ale oferuje bogatą ofertę sklepów i usług zlokalizowaną w jednym miejscu.
www.krakowlife.com
Na stałe wpisała się już w przestrzeń i od niej rozpoczął się proces rewitalizacji obszaru ulicy Pawiej, która stać ma się docelowo bulwarem, oferującym pełną ofertę usług skierowaną do spacerowiczów i przyjezdnych.
Typ numer dwa- budynek biurowy przy ul. Opolskiej- (pod fantastycznym adresem Opolska 100).Vinci Office Center to nowoczesny budynek, który pomimo swojej klasycznej formy robi niesamowite wrażenie, zwłaszcza po podświetleniu w nocy.
www.centrumvinci.com
Co więcej istnieje spore prawdopodobieństwo, że jest to pierwszy z wielu wysokościowych biurowców w pasie ulicy Opolskiej- Bora Komorowskiego. Wypełniło by to lukę, braku wysokich nowoczesnych biurowców w grodzi Kraka. Już stoi wieżowiec przy Bora Komorowskiego, jeden z kilku z nowego centrum biurowego w tym rejonie, a przy rondzie Barei dumnie pręży swoje okna budynek CapGemini. Trzymam kciuki by ta część miasta, do tej pory utożsamiana raczej z zabudową blokową, rozwinęła się w kierunku wysokich i nowoczesnych Office centers.
Typ numer dwa w moim zestawieniu wespół z w/w budynkiem zajmuje Krakowskie GTC, zlokalizowane przy ulicy Armii Krajowej tuż obok miasteczka studenckiego AGH. Budynki Galileo Newton oraz Edison, w swojej prostocie dopasowane są do pełnionej funkcji.
www.instal-klima-projekt.pl
Dodatkowo mają doskonałe połączenie z resztą miasta, przez co sytuują się bardzo wysoko w rankingu cenowym pod wynajem na przestrzeń biurową. Ich poste a zarazem wąskie sylwetki usytuowane obok siebie sprawiają wrażenie kolumn, stojących w rzędzie. Inwestorzy okolicznych budynków mieszkalnych zdają się podzielać moje zdanie co do piękna tej architektury, wykorzystując wzorzec w kolejnych powstających przy GTC blokach.
www.idacdonikad2.blox.pl
Typ trzeci.Opera ul. Lubicz. Co z nią pytacie? Ano zakwalifikowałem ją pierwotnie do typu średnio udanych inwestycji- czy to przez architekta który ją zaprojektował, czy użyteczność związaną z ogromnym parkingiem, czy wręcz jej kompozycję, która nijak nie współgra nie tylko z okoliczną zabudową, ale i z sobą samą. Głównie jednak raziła mnie architektura światła jaką zastosowano w głównym holu.
Niemniej jednak, po wizycie pod omawianym budynkiem, chwili zastanowienia a przede wszystkim analizy, doszedłem do wniosku, że to chyba jedyny budynek, (z nowo powstałych) który może mierzyć się z hotelem Forum czy "szkieletorem". Jego nowoczesna bryła, kontrastowe barwy- krzykliwe i tak fascynujące zwłaszcza w nocy a zwłaszcza nowoczesność podejścia do tematu, przywodzą na myśl to o czym mówi się i mówiło min o forum czy "błękitku".
Budynek jest kontrowersyjny- może budzić zachwyt lub ubolewanie nad stanem Krakowskiej przestrzeni miejskiej, ale coraz bardziej zaczyna się podobać, a to znak, że jest w nim coś co przyciąga uwagę i to coś jest jak najbardziej pozytywne.
Moja mała lista nowej architektury zamknie się na operze właśnie, a ja w gąszczu Krakowskich chodników poszukam kolejnych tematów do przenicowania i obśmiania, a może wywyższenia i pochwalenia. Okaże się już niebawem.
Słowem wstępu wrócę do ostatniego wpisu i polecę wam stronę, która zajmuje się architekturą o której wspominałem. Trafiłem na nią za pośrednictwem bryły, i wywiadu jaki i wam polecam.
Portal o którym wspominałem znaleźć możecie pod adresem dostępnym w linku.
Dziś trochę o remontach i pamięci.
Zacznijmy od początku.
Remonty targają ulicami Krakowa, odbijając się nie tylko na nerwach kierowców i mieszkańców, ale i szerokim echem w lokalnej prasie. Ciągle i ciągle mówi się o przebudowie stadionu Wisły, wytyka opóźnienia w budowie estakady na rondzie Ofiar Katynia, czy krytykuje wygląd i użyteczność oddanej niedawno ulicy Długiej.
Fakt faktem, każdy z wymienionych projektów kuleje, i nie widać możliwych rozwiązań, ale trzeba przyznać, że wszelkie słowa krytyki powinny być złagodzone, bo wszak jeśli nie przebudowa i remont to tak miasto jak i jego zakorkowane ulice, irytować nas będą bardziej.
Pozwolę sobie, najpierw skupić się na remoncie Ulicy Długiej, inspirowany informacjami jakich zasięgnąłem z prasy, plotek i blogu Fotoszok. To ostatnie źródło utwierdziło mnie w przekonaniu, że coś z wyremontowaną niedawno ulicą jest nie tak. Wykolejony tramwaj widoczny na zdjęciu zamieszczonym przez Autorkę bloga robi ponure wrażenie, tym bardziej że od momentu oddania jest to trzeci taki wypadek. Coś jest na rzeczy bo sprawą zainteresowany jest ZIKiT oraz inne służby miejskie, które choć przekonane o tym że trakcja na trasie wykonana jest w sposób prawidłowy zleciły Politechnice wykonanie dodatkowych analiz łuku torowiska łączącego ulice Basztową i Długą. Według mnie musi działać tam jakaś siła nieczysta, więc stosowne analizy winni wykonać także okultyści i inne organizacje, dla których chlebem powszednim jest świat eteryczny. Skoro nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze, jak mawia stare powiedzenie. I tutaj może się okazać, że ktoś zaoszczędził lub gdzieś nie użyto tego czego winno się użyć, a słupki na chodnikach dalej wyginać się będą dotknięte magiczną siłą przedniego zderzaka tramwaju.
Inna kwestia to remont na rondzie Ofiar Katynia- to bodaj mój ulubiony obszar remontowy. Co do tego kiedy prace się zakończą, nie ma jeszcze wspólnego stanowiska. Jedni mówią o przyszłym roku (wiosna) inni uznali, że szybciej zakończy się remont szkieletora, jeszcze inni uważają że remont trwać będzie do kolejnych wyborów. Pewne jest jednak to, że kierowcy nie mają co liczyć na ukończenie dolnej płyty w planowanym terminie to jest do końca października. Wykonawca mówi...
Niemniej jednak miasto remontuje swoje ulice i dobrze, bo w końcu kiedy remonty się skończą, to jazda po Krakowie stanie się przyjemna i łatwa.
Sorry, I don't remember...
Póki co, można juz wjechać do Krakowa bez większych utrudnień od strony Zakopanego- remonty Zakopianki na razie się skończyły (oby).
www.fakt.pl
Niedawno dowiedziałem się o planowanej przebudowie al. Kijowskiej, skrzyżonia z Czarnowiejską i dalej alejmi. Ponoć ma tam się pojawić więcej pasów (dokładnie 1 więcej) ścieżki rowerowe oraz parkingi. Nie było by w tym nic zdrożnego gdyby nie zapowiadana wycinka około 30 drzew, w rejonie przeprowadzanych prac. Problem polega na tym, że ostatnio dąży się w Krakowie do wycinki wszelkiej zieleni, co nie wpływa najlepiej na komfort życia, ani też pobytu w mieście. Oczywiście ważna jest drożność arterii miejskich, ale nie kosztem drzew, zwłaszcza tych ponad 200 letnich, a dokładnie takie znajdują się obrębie dokonywanych prac. I właśnie sprawa 200 letnich dębow, powoduje protest mieszkańców dzielnicy.
Pamięć.
Pamięć może przejawiać się na różne sposoby, czy to kolekcjonowania zdjęć rodzinnych, pasji związanej z historią czy też chęci pozostawienia po sobie czegoś dla potomnych.
Remont sukiennic, to nie tylko kwestia zachowania ich świetności oraz kształtu, to także możliwośc pozostawienia po sobie śladu w postaci kuli czasu, jaka zostanie zamontowana na dachu tego obiektu. Dyskusja na temat tego co powinno się w niej znaleźć, przyciągnęła moją uwagę. Postanowiłem wytypować pewne elementy, które opisują nie tylko Kraków, ale i rzeczywistość w jakiej obecnie się znajduje.
Miejsce piewsze- powinniśmy być szczerzy wobec kolejnych pokoleń, pokażmy im więc zdjęcia miasta jakim jest teraz, sypiących się kamienic, pijanych turystów czy zdewastowanych nawierzchni ulic- a co jak szaleć to z rozmachem.
Miejsce drugie- bardziej poważna propozycja umieszczenia w kuli, nagrania dźwięków jakie odbiają sie echem wśród kamienic otaczających rynek. Piękne w swej prostocie i nie tak komercyjne jak nagrania jakiegoś artysty.
Miejsce trzecie- próbka wody z Wisły. Podejrzewam, że za sto lat będzie ona artefaktem dla badaczy tego jak wyglądała rzeka, przepływająca przez Kraków- powie im coś więcej o nas i o ekosystemie, który za kilka dekad może ulec nieodwacalnym zmianom.
Miejsce czwarte- ulotki wyborcze. Zapewne dla każdego historyka, będą one cennym źródłem informacji o demokracji w jakiej trwamy, a dla przyszłych pokoleń komików, stanowić będą natchnienie i inspirację.
Miejsce piąte- lokalni bohaterowie- czyli zbiór małych wizytowek miejsc, które w sposób estetyczny reklamują się tu i tam. Dzięki nim dopełnimy obraz Krakowa, który trwa teraz, pokażemy gdzie jedliśmy i gdzie się bawiliśmy.
Moje propozycje pewnie nie zostaną zrealizowane, ale wydają mi się bardziej sensownymi od tych, które zakładają umieszczenie w kuli włosa G. Turnaua czy nagrań Krakowskich muzyków.
www.4.bp.blogspot.com
Pamięć 2. Muzea.
Pewnie wielu z was słyszało o tym, że Sukiennice znów są dostępne dla zwiedzających, to nie mała atrakcja, ponieważ tak bogate w zbiory muzeum nie stoi za każdym rogiem.
Mniej nagłośnioną sprawą jest muzeum PRL, które nijak nie może poradzić sobie z wystartowaniem. Co ciekawe nie chodzi o fundusze, a o kwestię tego czy powinniśmy czy nie przypominać ludziom o Polsce Luowej, i w jaki sposób. Dla wielu temat ten jest kontrowersyjny, i gdyby taka placówka powstała, zapewne następnego dnia pikietowali by pod jej bramami przeciwnicy- wykrzykując hasła "Wolna Polska!" i "Precz z komuną!". A szkoda, bo podobne muzea z powodzeniem funkcjonują w wielu krajach min w Niemczech, Czechach czy Estonii.
www.skarby.com.pl
Ostatnim tematem jaki chciałbym poruszyć, kiedy piszę o pamięci jest temat Krakowskich Fortów. Pewnie wielu o nich słyszało, ale jedyne z jakimi się spotkało to Fort Kleparz i Lubicz. Pamiętajcie jednak, że rejon Krakowa usiany jest przeróżnymi buowlami i konstrukcjami, których przeznaczeniem było bronić miasta w razie ewentalnego ataku. Konstrukcje te dziś są zapomniane, zazwyczaj zarośniete i niedostępne dla zwiedzających, ale warte zobaczenia. Oczywiście różne z tym oglądaniem jest, zwłaszcza od strony prawnej, ale tym zajmę się następnym razem. Dziś chciałem tylko przypomnieć o tych fantastyczncyh budowlach, które stoją zapomniane, rozkradane czy niszczone na potrzeby przebudowy kolejnych części miasta. Dlaczego nie może przekształcić ich w kolejną atrakcję Krakowa, dzięki ktorej miasto nie byłoby znane jedynie z Wawelu i Sukiennic? Czy Największa w Europie fotyfikacja nie jest warta uwagi?
Najbardziej boli mnie jednak zarzut, który odnalazłem w jednym z artykułów na temat, w którym rozmówca oskarżał ludzi uprawiających paintball, o dewastowanie fortów- moim skomnym zdaniem, nie da sie ich zdewastować bardziej, a tak, przynajmniej spełniają funkcję w życiu miasta, a zarazem coraz więcej ludzi może je poznać. Może zatem warto byłoby niewielkim kosztem przywrócić kilka obiektów do funkcjonowania przekształcając je w centra paintballu? Myślę że nie jednen turysta byłby zachwycony, mając możliwość uczestniczyć w bitwach w prawdziwych fortyfikacjach.
Do tematu fortów jak i Cytadeli Kraków powrócę niebawem, bo zajmującym jest on i szalenie ciekawym z punktu widzenia tak owdiedzającego jak i mieszkańca miasta, a cicho o nim jak makiem zasiał.
Obiecuję także kilka zdjęć co ciekawszych obiektów, abyście mogli zobaczyć na ekranie komputera to co z penością będziecie chcieli obejrzeć na własne oczy.
A póki co pozdrawiam z mokrego i zimnego Karakowa, i zostawiam wam nagranie zespołu Nipu, ot tak by zaczerpnąć nieco z piwnicznej muzyki Krakowa.
Niezależny Recenzent Miejski
PS. trzymajcie kciuki by jak najszybciej rozpoczął się sezon grzewczy :D
Dziś krótko i na temat. Temat bardzo aktualny bo związany z przestrzenią życiową Krakowa, a dokladnie jego architekturą.
Jako że od jakiegoś czasu mam okazję przejeżdżać cały Kraków tramwajem (od pętli do pętli), mam sporo czasu na obserwowanie architektury. Nie żebym nie robił tego wcześniej, spacerując po ulicach grodu Kraka, po prostu teraz jest więcej czasu, który mogę marnować wlepiając swój wzrok w okno tramwaju.
Co z tych obserwacji wynika? Doszedłem do prostego wniosku. Po 89 roku, nie wybudowano w Krakowie w zasadzie nic interesującego. Straszne gromy posypią mi się na głowę, bo oto zostanę okrzyknięty fanatykiem broniącym starych budynków lub zwariowanym estetą. Nic bardziej mylnego. Moje stanowisko opiera się na postej analizie. Przed nastaniem nam nowego systemu, kiedy średnio dbano o kompozycję miasta, i nikomu nie przeszkadzało budowanie nowoczesnych budynków w obrębie starego miasta, realizowane były ciekawe eksperymenty, które weszły nie tylko do kanonu budownictwa, ale także stanowią element tożsamości samego miasta. Wystarczy wspomnieć o Hotelu Forum, Biprostalu, sławnych niedawno "Żyletkowcach", budynku "Stu balkonów" czy architekturze Nowej Huty. Wszystkie te konstrukcje ze swym ciągle żywym avatarem "Szkieletorem" są rozpoznawalne niemal w całej Polsce i utożsamiane z Krakowem.
Co zatem wybudowano po transformacji, w dobie wolności i doborbytu, co przykuwa uwagę a zarazem jest supernowoczesne nie tylko poprzez swoją konstrukcję ale i design? Myślę, szukam i przychodzi mi na myśl tylko Galeria Krakowska- do której już się przyzwyczaiłem i uważam ją za nie tylko ambitny ale i ciekawy projekt, oraz Opera Krakowska, która co tu dużo pisać, nie należy do najlepszych projektów.
Dlaczego jednak uparłem się na tę brutalna architekturę, którą przedstawiłem niczym ikonę Krakowa? Dlatego ponieważ jest pomimo upływu lat, ładna i estetyczna. Zawiera w sobie wszystkie elementy, ktore przemawiają za tym by uznawać ją za nadal nowoczesną. Hotel Forum- bryła zawieszona nad Wisła, wydaje się lewitować ponad powierzchnią ziemi. Nowa Huta- miasto estetyki i użyteczności, nieraz przytłaczające swym ogromem by niekiedy oczarować podcieniami i ukrytymi w strzelistych balkonach ogrodami. Biprostal- wyzwanie rzucone okolicznej, niskiej i klasycznej zabudowie, podkreślający swą odmienność modernistyczną mozaiką i zastosowanymi materiałami. I w końcu Szkieletor- niemy symbol upadku socjalizmu. Budynek, mający być pierwszym z wielu na Krakowskim "Manhatannie", a w efekcie, przez wiele lat stanowiący nie lada problem dla miejskich urbanistów, którzy nie wiedzieli co począć z jego nagą, niedokończoną konstrukcją.
Co powoduje, że dziś choć technika jak i możliwości sa większe, w Krakowskiej architekturze wieje nudą i szarością? Choć architekci prześcigają się w tworzeniu nowych konstrukcji, to wszyscy, obawiają się negatywnych opini, mówiących, że w Krakowie już nie można, nie da się, nie wolno budować nowocześnie by nie naruszyć wizerunku starówki. Gratuluję takiego podejścią, oby tylko Kraków nie skończył jak Bolonia, w której uszanowanie dla starej zabudowy przerodziło się w monotonię i nudę wyzierającą z każdego zaułka- bo nowych projektów tak tam jak i tu brakuje.
Z wiejącego architektoniczną nudą miasta
Niezależny Recenzent Miejski.
Ps.
Ktoś napisał kiedyś, że normy dotyczące zabudowy zabiły indywidualność architektury. Podpisuję się pod tym z całą stanowczością.
Ps.2
Fakt, moja wina, chodziło mi to po głowie i chodziło, i zapomniałem o muzeum nadwiślańskim, które jest ciekawe, ale szczerze? Nie targa serduchem tak jak pobliski hotel Forum.
Co do Łagiewnik, to średnio- kanonem to się nie stanie i za 30 lat wątpię by ktoś do tegoż budynku wzdychał, zwłaszcza dodawszy plany rozwojowe 'konglomeratu" oraz projekt iluminacji.
Nowe spostrzeżenia plus nowy materiał. Mieszanka owocuje radosnym gajem pełnym owoców- słodkich i soczystych.
- O'rly?
- Taa:)
W ubiegły piątek Kraków jakby przygasł. Nie było koncertu w Awarii ni w innych nawiedzanych przeze mnie miejscach. Na rynku grała Katalońska muzyka, ale miasto, pogrążone w wieczornych pomrukach odległej burzy zdawało się zasypiać. Pomyślałem trudno, nie będzie dziś muzyki na żywo, ale oto przed oczami pojawił się news, o koncercie nie dość że intrygującym, to jeszcze odbywającym się w miejscu którego nie znałem. Można spróbować- z tą myślą udałem się w kierunku skrzyżowania ulic św. Tomasza i Jana. Szukałem chwilę klubu, ale nie znalazłem. Mocno tym faktem podłamany już miałem odpuścić, ale oto podbiegł do mnie chłopak z parasolem, i zapytał czy nie mam ochoty posłuchać fajnego koncertu w klubie obok.
- World Trans System?
- No tak właśnie nazywa się kapela, która gra dziś.
- Wybawicielu! Daj dwie wejściówki i pokaż gdzie znajdę tę niecną knajpę której szukam od 15 minut!
Znalazłem. 5 metrów ode mnie. Co śmieszniejsze nie zauważyłem głównej postaci WTS, stojącego w drzwiach do klubu INTRO Simeon'a Lenoir.
Ślepyś...
Niemniej, po odnalezieniu Niezależnej, szybko udaliśmy się na miejsce by posłuchać koncertu, na który już niemało się nakręciłem.
Klub Intro, znajduje się w tzw. "Zaułku niewiernego Tomasza" czyli we wnęce jaka znajduje się po prawej stronie skrzyżowania ul. Jana i św. Tomasza, idąc od rynku. Obok, znajdziecie knajpki takie jak Dym, Pod Dorożką czy Camelot. Laaaaansem powiewa, wiadomo bowiem, że w żniwa pod Dymem gromadzą się tłumy, po to tylko by być widzianymi. Co ciekawe w klubie Intro, nie panuje ścisk, ani nachalna atmosfera, towarzysząca sąsiadom. Jest spokojnie, delikatnie i intrygująco. Ściany w kolorze brudno- szarym pokryte są kolumnami cyfr, przypominającymi te jakie znamy z kultowego już filmu Matrix. Ale to nie wszystko. Wysokie wnętrze zostało zaaranżowane by, przynajmniej w moim mniemaniu przypominać jaskinię. Nie bójcie się, ściany nie zostały sztucznie dostrojone kamieniami czy mchem. Chodzi o wysokość, która gdzieś tam gubi się w cieniach, oraz lampy, które mnie skojarzyły się z stalaktytami, nisko zwisającymi w grupach nad stolikami.Kinkiety utrzymane w podobnym designie podświetlono dodatkowo pomarańczowym kolorem co sprawia wrażenie że to nie kawałki zagiętej rury ale obrośnięte fluorescencyjnymi porostami wytwory skalne. Taki to nowoczesny a zarazem intrygujący wygląd ma wnętrze klubu. Dodatkowo zastosowano podział na trzy sale. Pierwsze dwie są rozdzielone jedynie poprzez ustawienie stolików i wysokich na metr przegród wyrastających z podłogi. Optycznie mamy dwie sale w rzeczywistości jedną. Znajdziecie tutaj bar i mini scenę. Po za nimi mieści się wąski korytarz, w który udało się wkomponować dodatkowe stoliki i wygodne siedziska. Całość wywiera wrażenie niby jaskini, zlokalizowanej wśród nowoczesnej techniki. Siedziska, czy raczek pseudo sofy to bardzo ważny punkt programu. Jak wiadomo, to one właśnie a nie krzesła, są najwspanialszym elementem w klubach, lecz z nieznanych przyczyn właściciele nieczęsto decydują się na ich użycie. Szczerze powiedziawszy, w okolicach rynku, można policzyć na palcach wszystkie kluby posiadające te meble na swoim wyposażeniu, a im dalej od rynku tym gorzej. Podsumowując, jeśli chcecie wybrać się do ciekawego klubu niedaleko rynku, porozmawiać czy napić się piwa możecie spokojnie iść do Intro, dodatkowo zbierzecie klika gwiazdek lansu, mając świadomość przebywania w tak bliskiej okolicy Dymu... :P
Lanssssssss ;)
Ale, ale. Wróćmy do koncertu. Troszkę się przeciągało, przeciągało, ale wreszcie w niepełnym co prawda składzie World Trans System wyszedł na scenę (w osobie wspomnianego wcześniej Simeon'a Lenoir). Muzyka, jaką zaprezentował przesycona jest rytmem, który hipnotyzuje i wciąga. Monotonnie wybijany na bębnie rytm, plus brzmienie gitary, skutecznie odcinają od świata, który gdzieś tam spoza okien spogląda na nas oczami przechodniów i turystów. Nie będe rozpisywał się o samym artyści, miast tego obejrzyjcie sobie sami bardzo fajny filmik o nim i jego projekcie.
Opiszę moje wrażenia. Muzyka, której dane mi było słuchać, jest dla Krakowskich scen egzotyczną. Ot pojawia się czasami w wykonaniu Que Pasa, ale nie widać jej na mapie nocnego Krakowa zbyt często. Dlatego koncert był dla mnie nie tylko sposobem na spędzenie czasu w piątkowy wieczór, ale i możliwością prawdziwego zrelaksowania się w przyjemnym otoczeniu.
Całokształt naruszał nieco taniec dwóch tancerek, który nie pozwalał do końca skupić się na samym artyście i jego muzyce. Choć z drugiej strony taniec hipnotyzował dodatkowo :) Koniec końców, mogło się podobać, ale też mogło wymieść całą publiczność, której takie zmiany w jadłospisie nie pasują do ich menu. Mnie rozbawiło, i przyniosło skojarzenie z dyskotekami ameryki południowej, które działają w taki właśnie sposób, że artysta z gitarą gra na scenie, wokół niego kłębią się gibkie dziewczęta a pod nimi tańczy zgraja okolicznych ludzi mających ochotę w taki właśnie sposób się rozerwać. Oczywiście może też kojarzyć się to z legendarną telenowelą "Zbuntowany anioł" (słusznie).
Poniżej kilka klipów WTS, dla chętnych oraz adres MySpace projektu dla chętnych do zobaczenia go na żywo. Tak, tak! Wystąpią jeszcze w Krakowie, a najbliższy koncert w Hostelu Giraffe 10 sierpnia, potem 11 znów pojawią się w Intro, więc macie możliwość sprawdzenia nie tylko jak gra WTS, ale i zobaczenia klubu.
Oto zapowiedziano, że zakończył się wstępny proces projektowania a zarazem uzyskiwania (błagania) konserwatora zabytków, o zezwolenie na prace. Co prawda nie ma jeszcze zezwolenia na budowę, ale zdesperowani urzędnicy miejscy zrobią już chyba wszystko by pozbyć się elementu nieukończonego wieżowca, szpecącego miasto. Co ciekawe, jak zwykle udaje się to dopiero przed wyborami, ale o tym, że w Polsce nie ma niczego bezinteresownie, wie już chyba każdy :)
Niemniej projekt przebudowy, remontu, dokończenia- zwał jak zwał, budynku NOT, wygląda nie tylko przyjemnie dla oka, ale i bardzo profesjonalnie. Nie mamy już złotych kopuł, ani klockowatych betonowych budynków, a pojawia się przed nami eleganckie i przejrzyste w zabudowie centrum biznesu i usług, zajmujące całą powierzchnię znienawidzonej przez estetyków zabudowy miejskiej, działki przy rondzie mogilskim. Miejmy nadzieję, że projekt uda się szybko rozpocząć, i obok kampusu UEK, które zresztą też w rozbudowie, stanie budynek o elegancji jaką przedstawiają koncepcje przygotowane przez grafików. Co prawda już są tacy, którzy przypinają mu metkę staroświeckiego czy przestarzałego, ale szczerze powiedziawszy, wydaje mi się on pasować do klimatu i konserwatyzmu miasta. Poniżej kilka grafik przedstawiających nowe świecidełko miasta.
Trochę mnie tutaj nie było. Zakurzyło się i porosło pajęczyną. Ale nic to, biorę się znów do roboty. To że nie pisałem przez miesiąc ponad, nie oznacza, że w Krakowie nic się nie działo.
Niemniej jednak powracam w glorii 35 stopniowych upałów, i zabieram się do pracy, mam nadzieje że już niedługo z pomocą kolejnego Recenzenta.
O czym dziś?
Zapowiadałem recenzję płyty Czesława- będzie. Pojawi się zdjęć, dla tych, którzy chcą zobaczyć jak wyglądało wyburzanie na Pawiej, o którym pisałem wcześniej- będą i zdjęcia (ostrzegam, materiał wykonano przy użyciu żelazka, więc jakość jest przy dużej dozie litości- średnia). I wreszcie na koniec opowieść o ciężkim życiu rowerzysty w Krakowie.
Zapraszam do czytania, a przed nim chwila rozrywki z zespołem którego muzyka niejednokrotnie poprawiała mi humor i ratowała nawet najgorzej zapowiadające się dni.
I jak tu się nie uśmiechnąć?
Do poniższej galerii nie potrzebny komentarz, ot wyburzenie, ale takie na które wielu czekało z utęsknieniem (min. pan inwestor, który postawi tutaj nowy biurowiec).
"Plus w tym taki, że nie będą się już pod galerią gnieździć dziobaki"
A Czesław Śpiewa ponad tym całym Krakowem
Przyszedł czas na zapowiadaną recenzję płyty Czesława Mozila, o tytule, który choć nie pozostawia wiele do domysłu, to jednak myli przeciętnego odbiorcę. "Pop" bo tak zatytułowana została płyta, wydana została nakładem wydawnictwa Mystic w pierwszym kwartale panującego nam roku pańskiego 2010.
Brzmienia, jakich posłuchać możemy na nowej płycie to znane już z poprzedniego albumu, połączenie folkloru akordeonowego z walczykami i nowoczesnymi rytmami.
Co najpiękniejsze w tej płycie- gdy słuchacie jej na dobrym sprzęcie, możecie dosłuchać się dźwięków wydawanych przez zapadki i wszelakie ustrojstwa, dzięki którym instrument wydaje dźwięk. Przez to muzyka staje się żywa i klimatyczna- ot jakbyśmy sami stali obok artysty i wsłuchiwali się nie tylko w nuty, które słychać normalnie ale i te ukryte, którymi instrumenty witają się z słuchaczem.
Kompozycyjnie płyta oparta jest o historię, czego brakowało w "Debiucie". Tym razem artysta daje nam coś więcej niż tylko chwytliwe teksty i melodie. Czesław, wydawałoby się opowiada nam historię, którą rozpoczyna piosenka wręcz dziecięca-"Piosenka Dla Pajączka", jak dla mnie najsłabsza na całej płycie. Potem podmiot liryczny płyty rośnie, dojrzewa, dostrzega rzeczy o których wcześniej nie miał pojęcia i wpada w wir kłopotów rodzinnych wraz z piosenką "Kiedy Tatuś sypiał z Mamą". Piosenka, która na pierwszy rzut ucha wydaje się być prosta, ma w sobie głębie i postrzeganie sytuacji w niej przedstawionej tylko oczami dziecka, okazuje się być niewystarczające. Dziecko obserwuje rodzinę i opisuje ją z mądrością człowieka dorosłego- historię więc osobiście potraktowałem jako retrospekcję, i próbę analizy tego co wydarzyło się kiedyś.
Trzeci utwór, to hit, który płytę promuję. Jeśli Czesław chciał pokazać nam że "Maszynka do świerkania" nie była jego ostatnim słowem- trafił w sedno. Posłuchajcie sami:
Moim zdaniem najlepszymi utworami, jakie znalazły się na płycie, są - "Krucha Blondynka" i kompozycja po niej następująca- "Podziękowanie". Osobiście dla mnie, te dwie piosenki dopełniają się wzajemnie i tylko razem brzmią dobrze. Delikatnie zaśpiewane, z chórem, który nadaje "Kruchej Blondynce" nostalgiczny, szarpiące za serducho posmak, i tekstem... brzmi to dla mnie uroczo a zarazem niepokojąco, sprawiając, że mogę tych dwóch utworów słuchać bez końca. Zwłaszcza, że po skomplikowanym początku, studzi nas wręcz ascetyczne "Podziękowanie", krótkie, proste i oczywiste, oprawione jedynie, albo aż- dźwiękami akordeonu.
A oto i tekst "Kruchej Blondynki":
Opowiem wam kto ze mną tak Ostatnio spędza najmilszy czas Krucha blondynka zawsze na tak Właśnie dlatego dziś mi jej brak
Szeptem mówią zabiorą mi Ciebie Nie wiele brakuje a strace wiele Ty i ja serduszka dwa Czemu nam źle jak dobro wciąż trwa? I płacz i tańcz na szkle walca Kiedy ty i ja będziemy parą? Ty i ja będziemy parą?
Każdy z nas tak by chciał Brać Cię wciąż jak pierwszy raz brał Ty zawsze wolna ja narzeczony Jestem od Ciebie uzależniony
Głośno mówią nie wrócisz do siebie Nie zdążysz przeskoczyć nie zdążysz przebiec Ty i ja serduszka dwa Czemu nam dobrze wśród tego zła? I walcz i płacz i tańcz walca Wtedy ty i ja będziemy parą! Ty i ja będziemy parą!
Im dłużej wsłuchujemy się w dźwięki płyty, tym przyjemniej- historia płynie nam dalej, zabierając nas wprost do serca i pokazując uroki miłości. Tutaj niezbędny wydaje się głos kobiecy, jak bowiem śpiewać o miłości samemu? Pomoc przynosi najpierw Kasia Nosowska w piosence "Caesia & Ruben", opowieści o miłości tak prostej i delikatnej, a zarazem spalającej. Kameralnie i kulturalnie, a przy tym porywająco? Można!
Ale miłość nie jedno ma imię, o czym przekonać nas może piosenka "Dziewczyna z Branży". W piosence, celowo lub nie umieszczono reklamę 2 klubów, o których ja pisał już nie będę, ale polecam odwiedzenie, zwłaszcza tego pierwszego :D
W piosence Czesława wspiera... Nergal. Mocny wokal, którego użyczył wokalista Behemota, podkreśla chór, wyśpiewujący esencję historii przedstawionej w utworze.
Lecz tam, gdzie miłość głaszcze cię dłonią Nie płać za dymy, co miłość chcą twoją. Lecz ten, co słów twoich słucha Słucha jak miłość wrzeszczy do ucha. Lecz tam, gdzie miłość głaszcze cię dłonią Nie płać za dymy, co miłość chcą twoją. Lecz ten, co słów twoich słucha Słucha jak miłość wrzeszczy do ucha.
I wreszcie trzecia postać wspomagająca Czesława, Gaba Kulka- jak sam artysta przyznał utwór "Caravan" był w całości jej pomysłem. I rzeczywiście, kompozycja, w której połączono bliskie artystce klawisze z instrumentarium Czesława, wypada świetnie. I znów te chórki! Fenomenalne. W utworze Czesław jest tłem, które dopiero w drugiej części piosenki nabiera mocy i przygotowuje nas na bardzo mocny finał.
Czas na zakończenie płyty a zarazem recenzji. Ostatni utwór- "Pożegnanie małego wojownika", kończy drogę jaką przebyliśmy wraz z Czesławem. Bo jak inaczej można pożegnać się z postacią liryczną, jeśli nie życzeniem mu powodzenia w walce z otaczającym światem?
Piosenka, może być odebrana dwojako- z jednej strony części odbiorców nie spodoba się elektroniczne brzmienie, melodia oderwana od całej płyty i ostry wokal Czesława. Z drugiej strony, piosenka, która nie jest lansowana na hit płyty, mogła by się nim łatwo stać. Ma chwytliwą melodię i z całą pewnością żyje!. Tekst jest tak jak już wspomniałem zakończeniem historii chłopca, którego poznajemy wraz z pierwszymi utworami:
I raz i dwa Na posterunku żołnierz trwa I idzie na dorosły front Naprawić swój dziecinny błąd
Warto dodać, że dzięki wykorzystaniu, nie tylko języka na płycie, może ona spokojnie konkurować na rynkach zagranicznych, a poza tym brzmi on miejscami znacznie lepiej niż nasza mowa ojczysta. Takie moje osobiste zdanie:)
Czas na ocenę ogólną płyty:
W skali 1/10 N "POP" otrzymuje kolejno:
Muzyka ...............................N N N N N N N N NN
Teksty..................................N N N N N N N N N N
Cena......................................N N N N N N N NN N
Okładka.................................N N N N N N N N NN
Ogółem..................................N N N N N N N N NN
Wynik godny podziwu i na pewno wart utytułowania go albumem o klasie
A teraz słów kilka na temat...
Kraków nie jest miastem dla rowerzystów.
Temat, nie jest najnowszy, w końcu nie od dziś wiadomo, że Kraków, który z całych sił stara się promować jako miasto przyjazne rowerzystom, wychodzi na tym marnie. Trzeba przyznać, że poprawiają się warunki- powstają ścieżki rowerowe, wypożyczalnie miejskich rowerów, itd. ale wszyscy podkreślają, że to za mało. Niedawno omawiano sprawę fatalnego stanu ścieżki rowerowej na ulicy Kopernika- zniszczona nawierzchnia doprowadziła do wypadku rowerzysty, który upadł, po tym jak koło jego roweru zaklinowało się w szczelinie w jezdni. Potem wyszła na jaw sprawa bubla w okolicy nowej kładki rowerowej nad Wisłą, łączącej Kazimierz z Podgórzem, która owszem, jest, nawet rowerzyści mogą po niej jechać, tyle że tylko w jedną stronę, bo ulica którą na most można się dostać przewidziana jest jako jednokierunkowa . Ten problem wydaje się mieć swoje rozwiązanie, magistrat zapowiedział wprowadzenie znaków, które umożliwią rowerzystom korzystanie z dróg jednokierunkowych, jak z normalnych ulic. Taki stan rzeczy ma być wprowadzony od 1 września. Brawo! Szkoda tylko że jedynie na wybranych ulicach w centrum i Kazimierzu. Ostatnim problemem jaki pojawił się na ustach rowerzystów, jest fatalne rozwiązanie w ciągu ulicy Mogilskiej. Ścieżka rowerowa biegnąca z Nowej Huty, kończy się nagle na jezdni i rowerzyści mają do wyboru, albo zejście z roweru i doprowadzenie go do ronda mogilskiego- w końcu chodnikiem jechać nie mogą bo mandat od razu ich złapie- albo wjechanie na jezdnię co do tej pory skończyło się kilkoma wypadkami. Odcinek o którym mowa to tzw. "Setka samobójców". I znów ZiKIT obiecuje poprawę, ale nie wcześniej niż za 4 lata.
Dramat.
Do tego wszystkiego, włączają się oburzeni "roszczeniami" rowerzystów zmotoryzowani mieszkańcy Krakowa, którzy radzą nam, byśmy rowerami jeździli poza Krakowem i nad Wisłą.
DZIĘĘEE KUUUU JEEEE MYYYY!
Życzę wam miłego tygodnia, w którym pewnie jeszcze się spotkamy:)
Wypada więc powiedzieć to i owo na ten temat. Przynajmniej skomentować, że mokro, chłodno i kałuże atakują podeszwy.
Można, a nawet wypada, bronić aury. Bo jakże to, wszak jeszcze niedawno nie widać było chodnika, i wszyscy modlili się tylko by już przyszła wiosna, ciepły wiaterek rozbudził liście a zima odeszła precz daleko. Nastał wreszcie czas zieleni i ciepła, lecz deszcz atakujący zewsząd i w najmniej spodziewanym momencie znów psuje miny. A mnie jest dobrze. Jest ciepło, wcale nie duszno i świeżo. Ulice same się myją, i wszystko wygląda trochę bardziej uroczyście, w tej wilgotnej pogodzie. Po za tym moi drodzy, to co nas dotyka, gdy pędzimy na tramwaj czy autobus, nie jest najstraszniejszym potopem i nie ma się czego bać. No chyba, że któreś z was jest wyjątkowo słodkie, wtedy bez parasola ani rusz z domu!
Dzisiejszym tematem przewodnim przeszkadzajek (czyli tego co pomiędzy tekstem, lub dla innych to czego za mało jest w stosunku do tekstu), niech będą słodkości. A Ty dziewczę z "lolipopem" bez parasola nie wystawiaj nosa z domu :)
Zaskakująca uczelnia...
Uczelnia, ma zaskakującą jest. Nie, wcale nie narzekam, szczerze, lubię tak kampus jak i ludzi których na nim spotykam. Ale nie jeden przeżyć może zaskoczenie, wchodząc w mury uczelni przy Rakowickiej. Oto bowiem dowiedziałem się dziś, że juwenalia, które uważałem juz za zakończone, ciągle żyją i nie pozwalają studentom wrócić do nauki. Oto bowiem na mojej uczelni, dziś odbyły się zawody międzywydziałowe, (gdy zwijałem się do domu, wygrywał mój wydział!), a już jutro koncert juwenaliowy, którego gwiazdą w tym roku będzie zespół T-Love. Co więcej, dowiedziałem się, o godzinach rektorskich. Dziwy nad dziwami, ale bardzo miło mi z powodu imprezy.
Się sypie...
Sypie nam się Kraków, zwłaszcza w oczach przyjezdnych, jak bowiem inaczej widzieć mają to piękne miasto, skoro zaraz po wyjściu z Galerii Krakowskiej, a więc i Dworca, na ul. Pawią, widzą dwie zniszczone kamienice, które ledwo stoją. Co więcej, niedawno, fasada jednej z nich nie wytrzymała i na ulicę posypały się cegły. Bardzo szybko zamknięto część pasa ruchu, i ogrodzono chodnik, wyłączając z użytkowania przystanek autobusowy, ulokowany tuż pod kamienicą. Niemniej problem pozostał, bo nie widać od miesiąca żadnych zmian przy tej działce. Podobno jest inwestor, podobno ma plan, jest podobno i wizualizacja, ale choć widziałem ją rok temu, to nadal nie widać efektów jakichkolwiek prac. Pojawiła się co prawda siatka zabezpieczająca fasadę, a raczej przechodniów przed fasadą, ale to wszystko. Ściągnięto nawet w miarę wyglądające banery zasłaniające kamienice, które imitowały zdrowy budynek. Po co? Na co? Komu? Problem stoi i straszy a turyści widzą jak sypie nam się Kraków. Chyba, że o to właśnie chodzi, by sypało się, sypało, i wreszcie samo z siebie zawaliło.
Na osłodę wszystkim zniesmaczonym...
A tym którzy nadal wzdychają z dezaprobatą nad pogodą, przypominam, że nie takie suche lato piękne, jak je malują...
W kolejnym odcinku, czysta recenzja, płyty którą smakuję z wolna, i coraz to bardziej mnie ona urzeka, czyli zapowiadany niedawno- Czesław Mozil i album "POP".
Bardzo chciałem udać się dziś na SLOT FEST. Zadzwoniłem, zarezerwowałem dwa bilety, i z mocnym postanowieniem recenzji udałem się do biblioteki, skąd prosto miałem biec do YMCA na Krowoderskiej po odbiór wcześniej zamówionych wejściówek. Jakież było moje rozczarowanie gdy dowiedziałem się, że z imprezy nici. Ot, powiedziano mi, że dodzwoniłem się do biura- skądinąd tylko taki numer telefonu znalazłem- w biurze zarezerwowałem bilety, ale na kasie już ich nie było, przez co moja wyprawa na Krowoderską była zupełnie zbędna.
Dziś więc zapełni mi wieczór seans w kinie.W repertuarze- "Biała wstążka", której to recenzję, na pewno zamieszczę na blogu, zaraz po powrocie z projekcji. Póki co grzejąc się herbatą, recenzuję aktualności dnia.
15 marca, czyli już, już, rozpocznie się dramat, mający trwać do 15 grudnia bieżącego roku. O co chodzi i jaki ma to związek z rondem Ofiar Katynia? Przebudowa trasy wylotowej Kraków - Północ, brzmi groźnie. Tak dla kierowców jak i dla magistratu. Jeden z najważniejszych węzłów komunikacyjnych osiągnął swój limit przepustowości, stąd min. korki ciągnące się od ul. Opolskiej po Ikeę, znane Krakowskim kierowcom.
Ale nie bójcie się, firma która podpisała kontrakt na przebudowę tego węzła gordyjskiego, zobowiązała się wybudować tunel oraz estakadę w rekordowo krótkim czasie. Prace mają trwać przez 24 godziny na dobę, co umożliwi wywiązanie się z uzgodnionego terminu.
Sceptycy mówią jednak- "Wystarczy jakiś mały kłopot geologiczny, albo nieścisłość w planach i terminy trafi szlag - mówi jeden z ludzi odpowiedzialnym za krakowskie inwestycje."
Na szczęście będą tam ludzie z politechniki, którzy będą dwoić się i troić by pomóc kierowcom w zabijaniu wolnego czasu, spędzanego w korkach.
Będzie też postać specjalna. "By uniknąć kłopotów innych niż geologia i niepomyślna pogoda ZIKiT przez cały okres budowy będzie miał na placu budowy swojego człowieka. - Będziemy mieć inspektora, który na bieżąco poprowadzi ustalenia w sprawie projektów i zmian w organizacji ruchu, po czym wszystkie wnioski bez zwłoki przekaże do nas."
Tak, tak. Udało się. Linia 304 znów pojedzie w kierunku znanym dobrze, wszystkim zamieszkującym Bieżanów. I dobrze. W końcu dzielnica ta zamieszkana jest przez wiele osób pracujących w centrum Krakowa, a pozbawienie jej choćby jednej linii kończy się niesamowitymi przeciążeniami autobusów, co widać było ostatnimi czasy gdy korzystało się z linii tam jeżdżących. Brawo, pochwalamy takie decyzje i czekamy, aż MPK zareaguje na inne prośby pasażerów, jak choćby autobus nocny na miasteczko AGH, czy otworzenie nowych linii nocnych, które pomogłyby w rozładowaniu ścisku w nocnych autobusach. Choć z tym ostatnim może być ciężko, skoro MPK ciągle i ciągle twierdzi, że ścisku nie ma, i jazda linią nocną jest komfortowa.
Tak, jesteśmy dumni ze swoich osiągnięć narodowych, a skoro na świecie i tak postrzega się polaków jako pijaków, i "tęgie głowy", dlaczego do już znanych marek alkoholi "..." i "..." nie dodać nowinki?
Toruńska rozlewnia (w końcu nie tylko gorącym źródłem i medium ogólnopolskim Toruń stoi) ogłosiła niedawno, w blichtrze i splendorze hotelu Sheraton, premierę FVodki. Luksusowy alkohol, będzie dystrybuowany podczas imprez Fashion TV oraz restauracjach i hotelach. Co ciekawe nabyć go będzie także w Makro.
O co chodzi i o jakie miasto? O Kraków i o dyskusję na temat- kto jest a kto nie jest "Krakusem".
Że w Krakowie mieszkam, i o nim piszę, mówię i recenzuję temat jest mi bliski. Podwójnie, bo oprócz zamiłowania do miasta, i hobby w postaci wyszukiwania w nim coraz to nowych tematów do recenzji- z miasta nie pochodzę. Tak, przyznaję otwarcie. Nie tutaj są moje korzenie, a w Beskidach. Nie przypominam też sobie bym kiedykolwiek określał się mianem Krakusa. Obce mi to, niewygodne a i samo określenie ma dla mnie jakiś negatywny wydźwięk.
Ale nie o mnie tu chodzi a o mój obraz tego co widzę na forum "Gazety".
Odpowiedzią dodajmy dość histeryczną. Oto ukazał się bowiem w całej swojej sile stosunek, jakim nas, outlanderów darzą rodowici mieszkańcy Krakowa. A kimże są Ci rodowici mieszkańcy? Bywalcy "Dymu", "Pięknego Psa" czy innych knajpek "w których wypada się pokazać" potrafią bezbłędnie ocenić kto jest z towarzystwa a kto nie jest. Śmieszna pseudo-bohema, złożona z młodych niezdecydowanych czy mieszkańcy Nowej Huty- oczywiście - z dziada-pradziada. Dodatkowo, nowi mieszkańcy z przyłączanych pod Krakowskich wsi i wiosek. Oni są Krakusami. Ale też zwykli ludzie, którzy zwykle nie przejmują się tematem.
Drodzy państwo inteligencji nie podoba się obcy w Krakowie. Obcy, gbur, obcy wylewny, obcy z własnym poglądem a nie daj Boże z własnym światopoglądem politycznym. Razi ich student, który zajmuje miejsce w autobusie czy zatacza się po imprezie, wracając z "Rynku" do akademika. Razi młody ambitny, absolwent, bo zostaje i zajmuje miejsce pracy.
Nie razi ich Anglik, głośny, pijany i co tu dużo mówić zwykle niezbyt przyjemny, bo na nim można zbić kasę. Nie razi, głośne wyrażanie opinii, jedynej słusznej przy publice tramwajowej. Nie razi ich nawet, a wręcz cieszy jak najgłośniejsza rozmowa w autobusie czy wspomnianym już tramwaju.
Celowo przejaskrawiam. Nie chcę nikogo urazić. A raczej staram się zbliżyć do stylu listu, jaki dziś poruszył mnie w "Gazecie".
A tutaj garść komentarzy do listu :)
Autor: Gość: Groblin
"Takich slamsów i demolowania kamienic nawet na przedmieściach Meksyku nie ma. Co za obłuda! Umarli powstaną z grobów aby wykurzyć cwaniaczków od kradzieży kamienic i innych masowych przestępstw gospodarczych pod Wawelem. Wawel to będzie blokowisko i nikt za nic nie beknie. Mieszczanin to gość z 500 letnią tradycja szanowania świętości tego miasta!"
Autor: Gość: Sylwia
Proponuję "zamknąć" nasze Miasto / jak było kiedyś / i nie meldować byle przybyszów. Jak przyjadą np. na studia to za nic nie chcą wracać do siebie. A na prowincji też potrzebni lekarze,nauczyciele i inni wykształceni w naszym pięknym KRAKOWIE."
I żeby nie było, że nie było głosów sprzeciwu :)
Autor: Gość: amazonka
"Ze zgrozą czytam tekst i komentarze do niego. Ciekawy temat, czyli rozwój i przemiany środowiska krakowskiego został sprowadzony do poziomu wzajemnych animozji, eskalacji antagonizmów. W świetle popularnej i jakże humanitarnej idei wzajemnej komunikacji, korzystania z wzajemnych różnorodności, ujęcie tematu wydaje się nietrafione i trąci miałomiasteczkowym "horyzoncikiem"
Autor: Gość: krakus-niekrakus
"Żenujący list, drogi "krakusie". Ja mieszkam w Krk 10 rok. Najpierw się uczyłem, teraz pracuję. Płacę podatki tu, w Krk. I co - wg Ciebie nie mam prawa do "wciskania"?
A powiedże drogi autorze: od ilu pokoleń ktoś może się nazywać krakusem? Od ilu pokoleń Ty "tu mieszkasz"? Od jednego? Od pięciu? Od dziesięciu?
Żenujący jesteś - pozdrawiam serdecznie wszystkich normalnych mieszkańców tego zacnego miasta..."
Pozdrawiam i ja- Samozwańczy Niezależny Recenzent Miejski